23 Lis

A może rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady?

Bywacie zmęczeni? Pracą, obowiązkami, problemami? Macie czasami tak, że po prostu chcielibyście zaszyć się w najgłębszej dziurze i nie wychodzić stamtąd już nigdy więcej? Ja mam tak średnio kilka razy w miesiącu.

Czasami, gdy patrzę w zapełniający się kalendarz, a powieki same opadają na oczy mam zamiar gdzieś wyjechać. Gdzieś daleko, poza zasięg cywilizacji. Wyrzucić telefon do strumyka, zbudować własnoręcznie szałas, a potem całymi dniami łowić ryby, spacerować po lesie i po prostu nie myśleć o niczym. Wieczorami zaś rozpalać ognisko, żeby odstraszyć ciekawskie niedźwiedzie.

Czasami mam po prostu ochotę nic nie robić. Położyć się na łące i obserwować chmury. Albo usiąść przy stole z filiżanką herbaty i patrzeć, jak czas przepływa przez palce niczym gorący kisiel.

Każdy z nas tak ma. Te chwile zwątpienia w cywilizowany świat pełen odpowiednio oznakowanych przegródek, schematów działania, ustawiania wszystkiego w jak najdokładniejszym porządku. Te chwile, gdy aż chce się wprowadzić w codzienną szarą egzystencję odrobinę chaosu. Mały element, który choć na jeden moment wywróci cały poukładany świat do góry nogami.

Uciec gdzieś za miasto, zabrać tylko to, co pomieści się w plecaku, spróbować wody ze strumienia, spędzić noc pod gołym niebem.

Albo przywiązać się do elastycznej liny, która wyhamuje nas tuż nad ziemią. Poczuć drgania nawierzchni podczas zjazdu z dużą prędkością rowerem ze stoku. Słyszeć świst wiatru wspinając się po pionowej skalnej ścianie.

Potrzeba człowieka pierwotnego

Nim nastała era informacji, cyfrowych zdjęć i kawy z automatu, nim zaczęliśmy zrzeszać się pod godłami oraz flagami, byliśmy po prostu wolnymi ludźmi. Polowaliśmy, żeby mieć mięso, zbieraliśmy jagody, własnoręcznie stawialiśmy pierwsze schronienia przy pomocy prymitywnych technologii.

Potrafiliśmy nawigować patrząc w gwiazdy i wsłuchiwać się w odgłosy natury, od których zrozumienia zależały szanse na przeżycie kolejnego dnia. W razie potrzeby konstruowaliśmy proste narzędzia, ale większość prac po prostu wykonywaliśmy rękami.

Teraz, całe wieki później instynkty zostały przytłumione przez potrzeby, którym hołduje konsumpcyjny styl życia. Ale nie oznacza to, że zostały zupełnie wyparte. W naszych żyłach krąży taka sama krew, jaka krążyła w ciałach naszych przodków. Gdzieś tam głęboko, pod twardą skorupą przepisów, norm społecznych oraz liberalizmu gospodarczego wciąż istnieje pierwotny zew przygody. I w zależności od szczęścia, jego głos jest dla nas bardziej lub mniej słyszalny.

Dlatego jeśli czasami masz dość tego wszystkiego i chcesz zaszyć się w jakiejś głębokiej norze, wiedz, że wszystko jest w najlepszym porządku. To tylko jakiś mały, zarośnięty i odziany w skóry człowieczek próbuje przypomnieć o swojej obecności. O tym, że wciąż czeka gdzieś tam głęboko, aż zdecydujesz się wypuścić go na zewnątrz.

Spakujesz plecak, weźmiesz trochę prowiantu i ruszysz przed siebie. Choćby w tytułowe Bieszczady, gdzie podobno jest naprawdę pięknie. Zwłaszcza jesienią. Nie wiem – nigdy nie byłem tam o tej porze roku. Ale to chyba dobry powód, żeby w końcu się wybrać.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy