Życie to sztuka ustalania priorytetów i ważności (albo nieważności) spraw, które nas dotyczą. Dla dziecka mała rzecz, ogromnieje czasem do rozmiarów góry lodowej. Jako dorośli możemy nasze góry przeskakiwać, a przede wszystkim nie pozwolić, aby rosły pod niebiosa.

Czy coś jest ważne, czy mało ważne? Czy na naszej skali  zajmuje dziesiątą  czy piątą pozycję? Czy plama na sukience na znaczenie, czy może jest tylko maleńką błahostką, którą szkoda zawracać sobie głowę? To zależy.

Czasami od naszego nastroju, a czasem od nastawienia. Bywa, że rozdmuchujemy małe sprawy, a czasami udaje nam się złapać właściwy do nich dystans. Paradoksalnie, są też przecież tacy, którzy niczym się nie przejmują: nawet wtedy, kiedy trzeba.

Przesada w każdą stronę może być niebezpieczna, ale grunt, to wiedzieć, jak nie utonąć w szklance wody albo powstrzymać burzę, która może nas zmieść z powierzchni ziemi.  Żeby to zrobić, trzeba umieć pływać w meandrach zdarzeń, wypatrywać znaków, a przede wszystkim znać się na własnej, wewnętrznej meteorologii.

Co ma znaczenie, a co nie ma

Kiedy pytam samej siebie, czy coś ma znaczenie, czy nie, zwykle staram się odnieść to do własnych życiowych priorytetów i spraw, które układają życie we właściwym porządku. Pewien kardiochirurg pytał swoich rozdygotanych pacjentów: czy gdybyś wiedział, że to zaszkodzi twojemu sercu, czy nadal byś się tym przejmował?

Codzienne życie, nie ma co do tego złudzeń, jest stresujące, dlatego dokładanie sobie smutków, analizowanie każdego potknięcia nie ma sensu.

Podobnie jest z zamartwianiem się. Czy wiecie, że 98 % rzeczy, o które się martwimy nigdy się nie zdarzy? A nawet jeśli, to i tak inaczej niż sobie to wymyśliliśmy. Zwykle uda nam się z nimi uporać, przeważnie, ostatecznie i tak dajemy sobie radę.

Zamartwianie się nie uchroni nas przed niczym, a odbierze energię dnia dzisiejszego.

Nie utoń

Ludzi, którzy potrafią przechodzić nad niekorzystnymi dla nich zdarzeniami do porządku dziennego, można porównać do perfekcyjnych pływaków, którym niestraszne warunki, sztormy i otwarte akweny.

Kiedy nie potrafią ocenić trzeźwo sytuacji, w której się znaleźli, nie machają na oślep ramionami, trawiąc przy tym cenną energię, ale szukają punktu oparcia, pomostu, wierzy ratowniczej czy latarni morskiej, z której można ocenić warunki i spojrzeć z dystansem na to, co nas spotyka.

Czasem to, co w wodzie, w wirze zdarzeń, wydawało się nieprawdopodobną nawałnicą, okazuje się tylko burzą w szklance wody. Wychodzisz na brzeg i widzisz, że szkoda się miotać. Czasem dystans pozwala przeczekać najgorsze i zobaczyć właściwe rozwiązanie. Czasem ratuje życie. A innym razem konfrontuje z trudną prawdą o tym, że może nie będzie łatwo, ale trzeba, po prostu trzeba się z tym zmierzyć.

 Na odległość

W życiu jak na morzu: są przypływy i odpływy, są okręty, które mogą nas zabrać w daleką podróż i małe łódki, którymi można dopłynąć do brzegu. Są burze prawdziwe i takie, które można uciszyć wiosłem.

Żeby je wszystkie zobaczyć, żeby umieć ocenić, konieczny jest dystans. I bez niego, w życiu, ani rusz – ani w pogodę, ani w niepogodę. 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy