30 Mar

Wiecie, że odpowiednie rozplanowanie dnia pozwala na jeszcze efektywniejszą pracę? Ja niby wiedziałem, ale raczej unikałem podporządkowywania swojej pracy konkretnym częściom doby. Przynajmniej do czasu, gdy natłok obowiązków niejako podświadomie zmusił mnie do zastosowania kilku (jak się później okazało) prostych technik zwiększających wydajność.

Od zawsze myślałem, że jestem sową. Znaczy się – nie tym stworzonkiem polującym nocami na myszy, ale typem człowieka, któremu najlepiej pracuje się wieczorem. Lubiłem spokój, ciemność rozpraszaną jedynie światłem lampki oraz ekranem monitora. Potem odkryłem, że równie wydajny bywam porankami. Dlatego gdy ktoś mnie pyta: „sowa” czy „skowronek”, zawsze odpowiadam „hu-hu ćwir ćwir”. Bo sam w sumie nie wiem.

Odkąd mój dzień podzielił się na „9-17 w biurze + zlecenia” zostałem niejako zmuszony do takiego dzielenia obowiązków, aby to, co robiłem do tej pory również znalazło swoje miejsce w codziennym grafiku. A nie było to proste, zwłaszcza, gdy wracałem zmęczony do domu i ostatnią rzeczą, na jaką miałem ochotę, było siadanie do dodatkowych zadań na liście. Część z nich zacząłem przerzucać na rano i okazało się nagle, że tuż po przebudzeniu, organizm po lekko śniadaniowej rozgrzewce wchodzi na naprawdę wysokie obroty umysłowe. Pozwalając zakończyć wiele spraw nim jeszcze słońce majestatycznie wzniesie się nad horyzontem.

Okazało się, że jestem hybrydą sowy i skowronka. Istotą łączącą w sobie dwie skrajności, a także umiejącą je łączyć w taki sposób, że nawet dodatkowa praca po godzinach zaczyna być miejscami całkiem przyjemna.

Zauważyłem też, że rano, jak i wieczorem jestem w stanie skuteczniej robić zupełnie inne rzeczy. Czas po zachodzie słońca to idealna chwila na myślenie koncepcyjne, kreatywność. Wtedy też powstają najlepsze plany i rozwiązania. Rankiem z kolei znacznie lepiej radzę sobie z rzeczami odtwórczymi, czyli wykonywaniem tego, co zaplanowałem sobie poprzedniego dnia.

Idealny, efektywny dzień

Gdyby życie było idealne, mój dzień znacznie różniłby się od standardowego. Wstawałbym sobie wcześnie rano, tak powiedzmy koło 7:00. Potem jadłbym śniadanie i po obowiązkowej prasówce (trochę newsów, jakieś blogi, obowiązkowo śmieszne zdjęcia kotków) zabierał się do pracy. Nie na długo, bo maksymalnie do 12:00.

Popołudnie stałoby się idealnym momentem na relaks, zakupy, wypad na siłownię, przygotowanie sobie czegoś na obiad. Może odcinek ulubionego serialu, krótka seria na konsoli, książka albo drzemka. Tak, drzemka nawet teraz brzmi bardzo zachęcająco.

Wieczorem, gdzieś tak koło 20:00 znów zasiadałbym do pracy, żeby oddać się błogiej przyjemności zarabiania pieniędzy. Nie na długo, tak żeby gdzieś koło północy pożegnać dzień wtuleniem się w poduszkę.

Eh, to by było życie. Tymczasem pozostaje mi dopasowywanie pracy do mojego specyficznego rytmu dnia. Ale wiecie co? Zauważyłem, że dzięki temu większość zadań wykonuję znacznie szybciej, niż do tej pory. Cuda jakieś, normalnie.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy