Kiedy na świat przychodzi dziecko, jego kontakty społeczne są początkowo zawężone do najbliższych mu osób, głównie matki i choć rodzi się najczęściej w szpitalu pełnym ludzi, a potem jest odwiedzane w domu przez najbliższych, to nie nawiązuje z nimi kontaktu. Jest to związane z jeszcze ograniczonymi możliwościami, jakie daje mu rozwijające się ciało – słabym wzrokiem i innymi zmysłami, które dopiero po kilku miesiącach pokażą mu świat takim, jak go widzi dorosły. I chociaż dzieci nierzadko zaczynają komunikować się za pomocą mowy dopiero po pierwszych urodzinach, to ich interakcja i nauka bycia z drugim człowiekiem rozpoczyna się znacznie wcześniej.

Baczny obserwator zauważy, że już w szóstym tygodniu dziecko będzie z uwagą śledziło wyraz emocjonalny twarzy, która się do niego zbliży i chętnie będzie odpowiadało uśmiechem na uśmiech dorosłego. Przyjazne nastawienie do wszystkich zacznie się załamywać w okolicach szóstego miesiąca, będzie już wtedy świadome, że w otaczającym świecie spotyka znajomych, ale też ludzi, którzy są dla niego obcy i na nich będzie reagowało niepokojem. Jest to czas, w którym odwiedziny nowych cioć i wujków nie są już witane z wielkim entuzjazmem, dziecko okazuje często rezerwę, a czasem i lęk. Oczywiście jest to stan przejściowy i nadal może czerpać przyjemność z nowych znajomości, potrzebuje jednak do tego trochę więcej czasu.

Niezależnie jednak od tego ile kontaktów społecznych doświadcza młody człowiek i jak jego aktywny w nich udział zmienia się w czasie, to i tak najważniejszym polem treningowym w byciu z innymi jest jego relacja z najbliższą i najważniejszą dla jego przetrwania osobą. Najczęściej jest to jeden z rodziców, tradycyjnie matka, która spędza z dzieckiem najwięcej czasu i dba o zaspokajanie jego potrzeb, w tym tych podstawowych – fizjologicznych. Oczywiście może to być również ojciec. W tej relacji z osobą ważną dziecko uczy się jak być z drugim człowiekiem, jak można z nim współpracować i realizować przy jego pomocy swoje potrzeby. Jest to bardzo ważna nauka, ponieważ przez całe życie czerpiemy z niej wzorce, a pobrane nauki stosujemy w praktyce w dorosłych relacjach, również w tych bardzo ważnych – przyjaźniach i związkach romantycznych.

Istnieje kilka teorii opisujących w jaki sposób dzieci uczą się budować więzi w kontaktach z matką. Behawioralna zakłada, że dzieci uczą się, że istnieje taka osoba, która zaspokaja jego podstawowe potrzeby, a przywiązanie do niej buduje się w miarę pojawiania się coraz większej ilości pozytywnych wzmocnień (karmienia, przytulania), których źródłem jest właśnie matka. Im więcej pozytywnych wspólnych doświadczeń, tym więź staje się mocniejsza. Podobnie rozwój relacji dziecka z matką rozumiał Freud, który upatrywał w zaspokajaniu potrzeb dziecka i zmniejszeniu przez to jego napięcia ważne źródło silnej relacji, w psychoanalizie matka jest również pierwszym zewnętrznym źródłem przyjemności, mającej erogenne pochodzenie.

Za to w nurcie psychologii poznawczej i rozwojowej zaczęto przyglądać się bliżej rozwojowi umysłowemu młodego człowieka i uznano, że dzięki jego zdolności do odróżniania cech matki, innymi słowy możliwości rozpoznawania oraz później rozumienia istnienia odrębności bytów (ok. 6 miesiąca), a także wykształceniu wewnętrznej reprezentacji umysłowej matki, więź staje się coraz mocniejsza. Jej siła nie słabnie, gdy matki nie ma w pobliżu, bo dziecko rozumie, że ona ciągle istnieje i ma określone i poszukiwane przez nie cechy.

Długo zastanawiano się nad tym czy więź między dzieckiem , a matką jest wrodzona czy jej głównym czynnikiem budującym jest dostarczanie pokarmu, czyli zaspokajanie najbardziej pierwotnej potrzeby. Czy to wystarczy, aby relacja była silna? Odpowiedzi na to pytanie szukał Harlow. W swoim klasycznym już eksperymencie przeprowadzanym na rezusach zbliżył się do rozumienia mechanizmu budowania silnej relacji. Postanowił on zaprezentować młodym małpkom dwie matki, pierwsza druciana karmiła je, a druga miękka i ciepła w dotyku zapewniała zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa i bliskości. Okazało się, że rezusy chętniej przebywały z mamą miękką i przyjemną w dotyku niż z tą, która je karmiła. Małpki, które miały możliwość obcowania z matką „gąbczastą” rozwijały się lepiej, rzadziej dotykały je trudności z trawieniem pokarmu i reagowały mniejszym stresem na różne czynniki.

Wyniki tych badań, dziś już może nie wydają się tak odkrywcze, to jednak były krokiem milowym w rozwoju wiedzy o wczesnym przywiązaniu. Dzięki nim zrozumiano, że potrzeba komfortu, bezpieczeństwa zaspokajana przez dotyk i szerszy kontakt cielesny jest równie ważna, jeżeli nie nawet ważniejsza, niż zaspokajanie potrzeby głodu u małych dzieci. Co ciekawe, innym ważnym wnioskiem z tych badań jest również to, że ta potrzeba może być realizowana nie tylko przez matkę, która karmi dziecko, ale też przez ojca, bądź nianię czy rodziców adopcyjnych.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy