24 Sie

Dlaczego nie czytamy książek?

Dane dotyczące czytelnictwa w Polsce są zatrważające. Jeszcze kilka lat temu raporty głosiły, że jakieś 60% rodaków nie jest w stanie przeczytać tekstu dłuższego niż 3 znormalizowane strony. Nie wiem, jak jest teraz, ale domyślam się, że poziom nieoczytania raczej nie uległ drastycznemu zmniejszeniu. A szkoda, bo książka to naprawdę świetny sposób na spędzanie wolnego czasu.

Odkąd tylko nauczyłem się czytać (a wierzcie mi, mały Radzio składał litery już przed trzecimi urodzinami), słowo pisane stale gościło w moim życiu. Najpierw pod postacią książek dla dzieci, później literatury typowo młodzieżowej: lektur (których nie tykałem), powieści przygodowych (połykanych setkami) i fantastyki (jw.).

Gdy szedłem na studia, czasami byłem w stanie zrezygnować z piwa, aby kupić sobie dobrą powieść. Potem na szczęście zacząłem zarabiać pierwsze pieniądze i jakoś udawało mi się zaopatrywać i w jedno i w drugie. Często z przeznaczeniem na dokładnie ten sam wieczór. Nie wyobrażam sobie życia bez fabuły, bohaterów, ich niesamowitych przygód i tej ogromnej dawki radości ukrytej w czarnej farbie drukarskiej między kolorowymi okładkami.

Książki budują wyobraźnię

Telewizor w moim domu stoi i łapie kurz. Ostatnimi czasy jest to jego jedyne zadanie, zwłaszcza, że naprawdę, mimo posiadania ponad sześćdziesięciu kanałów kablówki rzadko kiedy jestem w stanie znaleźć coś, co mnie interesuje. Nudne filmy, jeszcze nudniejsza polityka, głupie paradokumentalne telenowele, jeszcze głupsze reality shows. To nie dla mnie.

Zamiast marnować czas na bezproduktywne leżenie na kanapie, wolę wraz z ulubionymi bohaterami przeżywać niesamowite przygody w wykreowanych przez pisarzy światach. Lubię budować sobie w głowie własną wizję wydarzeń. Kolorowe, nieruchome obrazy powieściowych scen, które pozostają w pamięci znacznie dłużej, niż nawet najdokładniej wykonana i wypieszczona sekwencja efektów specjalnych w kinowym blockbusterze.

Książki uczą

Wierzcie lub nie, ale czytając nawet tak „płytką” prozę jak fantastyka, wyniosłem z tej lektury znacznie więcej, niż ze szkoły. Ciekawostki przemycane między akapitami nie rodzą się bowiem w głowach autorów, lecz są wypadkową rzetelnego researchu zajmującego często długie tygodnie ślęczenia nad źródłami oraz weryfikowania znalezionych informacji.

Lecz w przeciwieństwie do nudnych podręczników opisane są w taki sposób, że bez żadnych problemów pozostają w pamięci na długo. Bez mozolnego powtarzania. Przykład? Proszę bardzo. Czytając „Amerykańskich Bogów” Neila Gaimana dowiedziałem się więcej o religiach całego świata niż w czasie lekcji poświęconych dawnym mitom. A przedzierając się przez horrory Stephena Kinga miałem możliwość poznania doskonale odwzorowanego małomiasteczkowego społeczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Uważacie, że to wiedza nieprzydatna? Może faktycznie nigdy nie użyję jej do zarabiania na chleb czy przetrwania w dziczy, ale to samo dotyczy funkcji kwadratowej. Jak i również przyczyn upadku polskich zrywów wyzwoleńczych w XVIII i XIX wieku, głównych towarów eksportowych Wybrzeża Kości Słoniowej lub rozbioru gramatycznego zdania.

Książki bawią

Bowiem właśnie o zabawę chodzi. Osiem godzin ślęczenia nad tabelkami Excella, wiszenia na telefonie albo kopania w ziemi nie brzmi zabawnie. Dlatego rozrywki szukamy gdzie indziej. Niektórzy w telewizorze, inni w alkoholu, jeszcze inni w grach komputerowych. Ja znajduję ją w książkach.

W historiach, w bogatym języku, w niespodziewanych zwrotach akcji, w soczyście opisanych bohaterach. W tym, że nawet po kilkugodzinnej lekturze, odkładając książkę nie mam wrażenia, że właśnie zmarnowałem czas. Co ma miejsce w przypadku wielu innych pomysłów na spędzanie wolnego czasu.

Dlaczego warto czytać?

Choćby dlatego, że czytanie rozwija. Poprawia inteligencję, zwiększa zasób słów, pozwala myśleć bardziej abstrakcyjnie. W sumie – te trzy wymienione cechy wystarczą, żebyście natychmiast sięgnęli na półkę po jakąś dawno zapomnianą historię. Albo wybrali się do księgarni. Tam naprawdę czasami można kupić świetne pozycje dosłownie za grosze. Wiem o tym, połowa mojej biblioteczki została skompletowana właśnie w ten sposób.

Czytanie nie jest trudne. Nie jest też drogie. Jedyne, czego potrzebujecie (poza samą książką, rzecz jasna) to odrobina czasu. Choćby pół godziny dziennie. To mniej więcej tyle, ile trwają dziś przerwy reklamowe w czasie co bardziej popularniejszych filmów. I odrobina chęci. Ale to już leży po Waszej stronie.

PS Ten post ma ponad 4500 znaków. Jeśli udało Ci się przeczytać go w całości, gratuluję. Jesteś wśród grupy niezagrożonych wtórnym analfabetyzmem. Grupy – niestety – stanowiącej dziś w naszym kraju mniejszość.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy