W lustrze widzę dorosłą twarz. Wymagającą golenia przynajmniej co trzeci dzień, z powiększającym się co roku czołem i włosami przechodzącymi od brązu w szarość. W portfelu czekają kolejne dowody zaawansowanej pełnoletności: karty kredytowe, ponad dziesięcioletnie prawo jazdy, rachunek ze sklepu, na którym piwo jest tylko jedną z wielu różnych pozycji.

W teorii powinienem być poważnym, statecznym mężczyzną. Myślącym realistycznie i posiadającym komplet koszul na każdą okazję. Pracującym zawodowo, mającym typowo dorosłe zainteresowania, oglądającym serwisy informacyjne i dyskutującym przy kawie o polityce. Tymczasem większość czasu wolnego przed komputerem spędzam na portalach społecznościowych. A na moją garderobę składają się głównie koszulki z superbohaterami, jeansy i trampki. W tym sezonie – niebieskie.

Niby mam te trzydzieści lat na karku, a mimo wszystko stanowię żywe zaprzeczenie poważnego, dorosłego człowieka. Ten bowiem zawsze kojarzył mi się z nudnym, niemalże matematycznie wytyczanym i powtarzalnym życiem. A tego jakoś sobie nie wyobrażam.

Nie wyobrażam sobie siebie wracającego po pracy do domu i spędzającego czas przed telewizorem. Nie wyobrażam sobie nudnej, szarej egzystencji, której jedynym barwnym przebłyskiem są wykupione jeszcze w styczniu dwutygodniowe wczasy All Inclusive w jakiejś popularnej wakacyjnej destynacji. Nie wyobrażam sobie tradycyjnych dwudaniowych obiadów i cotygodniowych sobotnich zakupów stanowiących jedyny pretekst do wyjścia z domu.

Ja jestem zupełnie inny

Bawię się w towarzystwie znajomych do późnej nocy. Nagradzam się małymi przyjemnościami za każdy zakończony dzień pracy. Potrafię pracować przez dwa dni non stop, a potem zrobić sobie wakacje w środku tygodnia. W weekend organizuję czas w taki sposób, żeby nie myśleć o pracy. Albo w ogóle nic nie organizuję idąc na totalny spontan.

Uwielbiam gry komputerowe. Każdego roku czytam masę książek, które każdy szanujący się mainstream’owy krytyk literacki wyrzuciłby do pieca. Deszczowe wieczory spędzam oglądając hollywoodzkie blockbustery.

Do tego mam zestaw gadżetów, który zawstydziłby niejednego dziesięciolatka i prawdopodobnie zapomniałem już więcej na temat komiksowych superbohaterów, niż on będzie w stanie kiedykolwiek się nauczyć.

A do tego pracuję zawodowo, płacę rachunki, wypełniam lodówkę jedzeniem, rozliczam się z fiskusem i robię wszystko to, co powinien robić człowiek dorosły. Tyle, że nie popadam w nadmierną powagę i nie daję jej przejąć nade mną władzy.

Kiedy trzeba, potrafię się odpowiednio zachować. Kiedy trzeba, ubieram się nawet w garnitury. Umiem wiązać krawat, dobierać kolor skarpetek i paska oraz wiem, jaka jest różnica między brustaszą a butonierką. Zdaję sobie sprawę, że nie każde wino pasuje do każdego mięsa i mam pojęcie o tym, jak trzymać sztućce, aby nie narobić sobie wstydu i nie zaświnić koszuli.

Ale mimo wszystko pamiętam, żeby nie dać się totalnej powadze. Bowiem dorosłość to coś innego, niż odwieszenie młodzieżowego luzu do szafy. Szkoda tylko, że wielu ludziom właśnie z tym się dziś kojarzy.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy