16 Sie

Hobby – najlepsza ucieczka przed rzeczywistością

Wracacie do domu po pracy. Co robicie? Przebieracie się w stary dres i zalegacie przed telewizorem? Czy może zajmujecie się czymś innym? Czymś, co Was interesuje, co pozwala spędzić miło czas, zrelaksować się, a nawet nauczyć czegoś nowego. Jeśli o mnie chodzi, wybieram zawsze to drugie.

Znam człowieka, który od dziecka interesuje się piłką nożną. Gra (a raczej grał) aktywnie, ogląda mecze, zna aktualne wydarzenia w branży i jest w stanie przypomnieć sobie wyniki nawet dawno widzianych meczy. W życiu zawodowym robi coś, co z footballem nie ma zupełnie nic wspólnego. Zawsze jednak znajduje chwilę, aby prześledzić newsy, a transmisje meczy są dla niego świętością.

Znam również dziewczynę, której pasją jest sport. Codziennie biega na jakieś treningi. A jak akurat nie ma jej w fitness clubie, to krąży po okolicy zaliczając kolejne kilometry. Pracuje w dużej korporacji, sama praca zajmuje jej mnóstwo czasu (wiecie, nadgodziny i te sprawy), dojazdy z i do biura ucinają z doby kolejne cenne kwadranse. Ale mimo wszystko zawsze znajdzie chwilę, by się spocić.

Kumpluję się też z kolesiem, który wie chyba wszystko o amerykańskich samochodach z lat 60-tych i 70-tych. Na tapecie jego komputera pyszni się odpicowany Mustang GT Shelby 500, w antyramach w całym mieszkaniu porozwieszał kilka podobnych mu cudów technologicznych naszych braci zza Wielkiej Wody. Prawdopodobnie, gdyby go o to poprosić, potrafiłby złożyć takie auto z zamkniętymi oczami. W przeciwieństwie do pozostałej dwójki pracuje w branży. Znaczy się, jeśli branżą można nazwać zakład mechaniczny, w którym zamiast kultowych „muscle carów” musi naprawiać ledwie jeżdżące, importowane z zachodu dwuślady.

Wszyscy oni mają jakieś hobby. Zajęcie niezwiązane do końca z życiem zawodowym, ba, często odmienne nawet od ukończonych studiów. Coś w rodzaju parasola ochronnego przed światem, prywatnego raju do którego przenoszą się, aby zaznać odrobiny relaksu, zrobić coś nie do końca pożytecznego, lecz stanowiącego pewien stały element życia. Bez względu na upływające dni, zmianę miejsca pracy, partnerów życiowych, mieszkania.

Stały element będący przystanią – oazą dającą schronienie, gdy ów świat zaczyna ich przerastać.

Sam również mam hobby. W moim domu potykam się o sterty książek. Fantastykę, sensację, horrory, trochę reportaży, śladowe ilości dobrej klasyki. Większość z nich zdążyłem już dawno przeczytać, część leży i czeka na swoją kolej. Mimo wszystko jestem w stanie dorzucić do tego dość wysokiego stosu kilka nowych pozycji. Dobrze wiedząc, że czasu na czytanie ciągle brak (tak a propos: taka przypadłość nazywa się „tsundoku”, jakbyście chcieli rozwinąć nieco horyzonty).

Ale tym się właśnie interesuję. To jest moją odskocznią od codzienności, pozwalającą choć przez chwilę wyrwać się z kieratu i zanurzyć w dobrą fabułę. Wsiąknąć na kilka godzin w inny świat, bez konieczności martwienia się o sprawy bieżące.

To naprawdę fajne uczucie. Nie mówię tu tylko o czytaniu książek (choć polecam, jak najbardziej), ale ogólnie – o posiadaniu zainteresowań wartych rozwijania. Nawet, gdyby zdobyta w ten sposób wiedza nigdy nie miała się do niczego przydać. Nawet gdybyśmy opanowane do mistrzostwa umiejętności pokazywali jedynie w kręgach rodzinnych.

Warto mieć jakieś hobby, choćby dlatego, aby przez chwilę poczuć się inaczej. Warto mieć coś, czym można się zająć po godzinach. Dla relaksu, dla poprawienia sobie humoru, dla spędzenia miło czasu.

I niech to tylko nie będzie zaleganie przez telewizorem. Proszę.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy