03 Sie

Mój pokój przypomina pobojowisko. Nie, żeby trwały tu akurat jakieś wojskowe manewry, ale w sumie sytuacja jest dość podobna - pakuję się na wakacje. Niby tylko kilkudniowy wyjazd, ale mimo wszystko ta sytuacja przypomina dobitnie, że siły chaosu jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa*.

Stoję więc nad tym rozgardiaszem coraz bardziej zniechęcony, zastanawiając się, gdzie podziały się czasy, gdy mężczyzna na wieloletnią wojenną tułaczkę zabierał skórzany kaftan, wychudzonego konia i lekko nadgniłą rzepę z przydomowego ogródka. Postęp cywilizacyjny – myślę patrząc na pustą torbę wielkości przeciętnej lodówki.

Stoję tak i układam w myślach rady dotyczące pakowania, które chciałbym Wam przedstawić, a do których sam nie powinienem się stosować. To tak w myśl przysłowia, że szewc bez butów chodzi.

I wiecie co? Wymyśliłem. W sumie jeden trik, który zastosowany odpowiednio wcześnie pomógłby mi przejść przez cały proces przygotowawczy z ledwie lekkimi zadrapaniami.

Powinienem był stworzyć sobie listę rzeczy do zabrania

Takie listy robiłem za czasów szczenięcych, gdy każda podróż była czymś niesamowitym. Wydarzeniem wpływającym na mnie tak mocno, że noc przed wyjazdem nie byłem w stanie nawet zasnąć. Lista składała się z przemyślanych punków zawierających w sobie zabawki, ubrania, zabawki, bieliznę, zabawki, trochę książek, zabawki oraz jeszcze kilka zabawek na tak zupełnie wszelki wypadek. Weryfikowana przez rodziców przechodziła oczywiście znaczące modyfikacje do momentu, aż jej zawartość była w stanie pomieścić się do jednego plecaka (czyt. oprócz ubrań mieścił się tam co najwyżej jeden średniej wielkości pluszowy misiek).

Z czasem miśki powędrowały do piwnicy, a moja lista nie dość, że się skróciła, to jeszcze nabyła swego rodzaju praktyczności. Wiadomo, okres przypadający na dorastanie każdy dojrzewający mężczyzna przeznacza w równym stopniu na walkę z pryszczami i podobanie się dziewczynom. Musiały więc znaleźć się na niej i fajne ciuchy i zapas napalmu do wypalania co bardziej opornych czerwonych kropek na czole.

A potem jak za dotknięciem magicznej różdżki listy rzeczy do wzięcia zniknęły z mojego życia na dobre. Przez to często wracałem z rodzinnego miasta do Krakowa np. bez przyborów toaletowych albo zapominając o ulubionych ciepłych kapciach. Zmuszony byłem również wysłuchiwać drwiących telefonicznych monologów ojca na temat tego, czyje koszulki znalazł w suszarce oraz jak dobrze sprawią się przy remoncie do wycierania pędzli z nadmiaru farby.

Mimo wszystko chęć tworzenia list do pakowania wciąż nie kiełkowała w mojej głowie. I nawet dziś, obserwując, jak chaos zajmuje sobie przyczółek w moim własnym pokoju nie wpadłem na pomysł, żeby przemyśleć, co chcę ze sobą zabrać.

Szczęście w nieszczęściu: kilka dni temu zrobiłem pranie, więc nie zdążyłem ubrudzić wszystkich ulubionych koszulek. Tak mi się przynajmniej zdaje, bo jeśli się mylę, to chyba będę poginał po Pradze w hotelowym szlafroku.

Dlatego proszę Was, jeśli chcecie spędzić przygotowania do urlopu bez bólu, zróbcie sobie wcześniej listę rzeczy, które chcecie spakować. Plotka głosi, że hotele nie lubią, jak ich goście zabierają ze sobą wyposażenie pokoju. Nawet jeśli tylko pożyczają je na kilkugodzinne zwiedzanie.

______

*Z tego miejsca pragnę pozdrowić wszystkich miłośników twórczości Jonathana Carrolla.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy