27 Wrz

Im mniej czasu, tym więcej czasu?

Mówią, że czas nie jest z gumy. Coś w tym jest, bo faktycznie doba mija stale tak samo. Ale z drugiej strony czasem wydaje mi się, jakby upływ sekund zwalniał, rozciągał się. Zwykle wtedy, gdy mam naprawdę sporo na głowie.

Prowadzenie firmy to nie jest wcale takie łatwe zadanie. Może to dla Was truizm, ale znam wiele osób, które myślą, że taki szef nie robi nic, tylko całymi dniami liczy kasę. Prawda wygląda trochę inaczej. My, prywatni przedsiębiorcy zwykle jesteśmy dość zagonieni. I zdarza się tak, że ilość obowiązków zapisanych w kalendarzu na każdy dzień jest dość… porażająca.

Na innych może działać to nieco deprymująco, ale ja zauważyłem u siebie pewną dziwną prawidłowość. Im więcej rzeczy widnieje na liście to-do, tym większa pewność, że ze wszystkim wyrobię się w czasie.

Serio. Zupełnie, jakby nadmiar obowiązków wpływał na mnie stymulująco, był jakimś nieodkrytym naturalnym narkotykiem pozwalającym skupić się na zadaniach i odhaczać je jedno po drugim.

Im mniej, tym dłużej

Zauważyłem też, że zasada ta działa również w drugą stronę. Czyli im mniej mam zadań do wykonania, tym dłużej przy nich dłubię, a w ostateczności i tak przekraczam zakładane ramy czasowe. A bo to trzeba zobaczyć nowy odcinek serialu albo uciąć sobie zdrowotną drzemkę, albo poczytać książkę. Albo po prostu poleżeć i pomyśleć nad możliwościami, jakie daje ten piękny dzień.

A praca? Gdzieś tam jest i z pewnością nie ucieknie. Przecież to tylko kilka prostych zadań, wyrobię się raz dwa za godzinę, dwie, ewentualnie siedem.

W ostateczności nie robię jednak prawie nic. I następnego dnia mam taki Sajgon, że nagle moje zdolności twórcze podnoszą się o 300%. Odrabiam zaległości, robię to, co mam zapisane pod aktualną datą i jeszcze ma czas, żeby się trochę pobyczyć. Oraz zastanowić, czemu niby nie mógłbym każdego dnia po prostu przeznaczyć paru godzin na wydajną pracę, a resztę czasu poświęcić przyjemnościom.

Na takim zastanawianiu się mija kolejna doba, a następne zlecenia czekające na swoją kolej wpadają do koszyka „Opóźnione”. I znów muszę je nadrabiać.

A historia zatacza koło.

Teoria względności Kowalika

Zupełnie nie znam się na fizyce. Ale mniej więcej orientuję się (powiedzmy, że bardzo teoretycznie) w einsteinowskiej teorii względności. Jestem w stanie nawet wytłumaczyć jeden z jej ważniejszych elementów – zjawisko dylatacji czasu.

Dla niewiedzących: to różnica występująca w pomiarze czasu z dwóch różnych układów odniesienia, które znajdują się względem siebie w ruchu. Taka wiedza przydaje się, jeśli ktoś interesuje się powieściami sci-fi i chce wiedzieć, dlatego astronauci nie starzeją się podczas wieloletnich podróży między gwiazdami.

Biorąc za jeden układ odniesienia kanapę, a za drugi biurko (w mojej prywatnej wersji obydwa układy odniesienia mogą się względem siebie nie poruszać) zauważam, że na tym samym odcinku doby czas płynie zupełnie inaczej. W pierwszym przypadku gna jak szalony, przecieka przez palce i pozostawia po sobie wrażenie zmarnowania kolejnego dnia.

W drugim jakimś dziwnym trafem rozciąga się i daje mi szansę wyrobienia się z każdym projektem nad którym siedzę.

Ja się pytam: co to za czary?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy