Gdy dzwoni do ciebie kumpel i pyta, czemu spóźniasz się na umówione piwo (a ty zupełnie nie pamiętasz, żebyś się na jakieś picie umawiał), to najwyższy czas zainwestować w dobry notes.

Ok, ten przykład nie jest z życia wzięty. Ja po prostu nigdy nie zapominam o spotkaniach, zwłaszcza tych, gdzie głównym punktem wieczoru staje się chmielowy trunek. Zapominam jednak o wielu innych rzeczach. O pomysłach, które pojawiają się w głowie niczym iskra, i niepodżegane w żaden sposób jak iskra umykają w ciągu jednej chwili. Zapominam o rzeczach nie do końca pilnych, ale mimo wszystkich w pewnym momencie życia wymagających ogarnięcia. Zapominam też o ciekawostkach przykuwających moją uwagę choćby na krótki moment. Zwłaszcza tych odkrywanych niejako przy okazji pracy nad Bardzo Ważnymi Projektami Wymagającymi Skupienia (I Posiadającymi Nieubłaganie Zbliżający Się Deadline).

W ten właśnie sposób, do pewnego czasu, umykała mi bodajże najzabawniejsza część życia. Do momentu, gdy kupiłem swój pierwszy notes. Notes, który miał jedno, ważne zadanie – umożliwiać szybkie zapisywanie tego, o czym pamiętać nie muszę, a zapomnieć jednak będzie szkoda. Aby w dogodnym czasie wrócić do danego zagadnienia.

Wcale nie jest łatwo znaleźć dobry notes

Notatników używało wielu sławnych ludzi. Leonardo da Vinci, Ernest Hemingway, Picasso – to tylko ułamek promila gości, dla których niepozorna książeczka wypełniona czystymi kartkami była impulsem do tworzenia niezapomnianych dzieł. Notatnika chciałem używać i ja, ale (jak się okazało) nie jest to wcale takie proste.

Zwłaszcza, gdy jest się mną – gościem, który nie zadowala się półśrodkami. Szukałem czegoś, co będzie idealnie współgrać z moim stylem życia, czegoś, co samym wyglądem będzie sprawiało wrażenie, że w środku zapisane są tylko i wyłącznie Ważne Rzeczy.

Oznaczało to, że z miejsca odrzuciłem wszelkie pstrokate i wymyślne okładki. Oraz zwykłe zeszyty dostępne w każdym sklepie papierniczym. Ja potrzebowałem czegoś lepszego.

W końcu zdecydowałem się na minimalistyczny notes formatu A6. Prosty, z czarną, twardą okładką i zaokrąglonymi rogami, zabezpieczany przed otwarciem gumowym paskiem. Miał stać się powiernikiem wszystkich pomysłów mających przynieść mi sławę, projektów, które ruszone w odpowiednim czasie dadzą fortunę i pozwolą spędzić resztę życia na grze w golfa, piciu drinków i wożenia się sportowymi samochodami.

Poziom przydatności: 100%

Używam go już od kilkunastu miesięcy i na potrzeby tego tekstu postanowiłem przejrzeć od początku. Zapisany gdzieś w trzech czwartych, zawiera m.in. kilka ciekawych pomysłów na wpisy, uwagi dotyczące rzeczy, które robiłem bardzo dawno temu (a które niekoniecznie poszły w tym kierunku, w którym miały), parę list zakupowych, czy kilkanaście stron przeznaczonych na zadania to-do (w części, co odkryłem z pewnego rodzaju zawstydzeniem, niekoniecznie zrealizowanych).

Ale przede wszystkim znalazłem w nim kilka zapisów, które bez tej fizycznej postaci uleciałyby z głowy prawdopodobnie na zawsze. Zapisów na tyle ważnych, że wracam do nich z pewnego rodzaju nabożną czcią. Za każdym razem udowadniając sobie, że zakup notesu był jedną z najlepszych życiowych decyzji.

Jeśli bowiem istnieje coś godnego zapamiętania, nie warto wierzyć, że faktycznie będzie zapamiętane. Jeśli mi nie wierzycie, to kupcie sobie ładny notatnik, a odkryjecie, ile ciekawych rzeczy umyka w perspektywie czasu z pamięci.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy