16 Lis

Życie w ciszy wydaje mi się okrutne i straszne. Życie w ciszy brzmi jak mrożący krew w żyłach i stawiający włosy na baczność horror. Za bardzo kocham muzykę, żeby być w stanie wyobrazić sobie wszystkie te dni, kiedy miałbym być pozbawiony dostępu do niej.

Odkąd pamiętam, towarzyszyła mi każdego dnia. W sprawach mniej lub bardziej poważnych. Od pierwszych odtwarzaczy kasetowych, poprzez boomboxy, radia z budzikiem, a skończywszy na streamingu internetowym i nieograniczonym dostępie do możliwości YouTube’a. Nawet z poziomu telefonu komórkowego.

Muzyka jest ze mną wszędzie, nadaje życiu coś na kształt prywatnego soundtracku. Sprawdźcie więc, co usłyszelibyście w kinie, gdyby ktoś chciał nakręcić moją biografię.

Na drogę (i na spacery)

Uwielbiam słuchać muzyki w drodze. Jadąc samochodem zawsze mam włączoną jakąś rockową stację. W tramwajach, pociągach i podczas samotnych spacerów nieodłącznym elementem wyposażenia staje się telefon z ulubioną playlistą oraz słuchawki.

W ten sposób nie tylko czas wydaje się płynąć szybciej, ale skupienie na rozbrzmiewających utworach pozwala odwrócić uwagę od niektórych niewygód. Czy to zbyt mocno podskakującego na wybojach autobusu, czy cisnących się na fotelach pasażerów przeładowanego pociągu.

Czego słucham: w tym przypadku różnorodność gatunkowa jest naprawdę ogromna. Ale towarzyszą mi głównie piosenki z zakresu od lat 70-tych gdzieś mniej więcej do połowy 90-tych. Od klasycznych rockowych ballad do dyskotekowego kiczu.

Do pracy

Praca w ciszy, owszem, dla niektórych jest przyjemna. Dla mnie niekoniecznie. Choć nie oznacza to, że coś mi musi buczeć do ucha – wszystko zależy od sytuacji. Czasami ktoś w biurze ma inne przekonania dźwiękowe i forsując moje ulubione kawałki tylko bym go rozpraszał. Wtedy idę „na słuchawki”, co jest chyba najlepszym rozwiązaniem, aby w biurowym środowisku i wilk i owca pozostali cali. Oraz dalej świetnie ze sobą współpracowali.

Czego słucham: w pracy nienawidzę piosenek, które wymieniałem wyżej. Wszystkie, które posiadają jakąkolwiek warstwę liryczną rozpraszają mnie, odciągają od ważnych obowiązków, utrudniają myślenie. Znacznie bardziej cenię sobie szybkie, energetycznie kawałki instrumentalne, ewentualnie spokojne, elektroniczne brzmienia, które znaleźć można wpisując w YouTube frazę „working chillout”, „music for work” lub coś podobnego. Propozycji jest cała masa.

Do relaksu

Relaks przy muzyce jest jedną z najmilszych chwil ciężkiego, pracowitego dnia. Pół godzinki, kiedy mogę po prostu poleżeć sobie z zamkniętymi oczami i posłuchać czegoś miłego dla ucha przynosi niesamowite wręcz przyspieszenie regeneracji organizmu. Po takim seansie, nawet po zakończeniu ośmiogodzinnej pracy w biurze mam jeszcze siły, by zająć się kilkoma sprawami w domu. A nawet by popracować trochę na własny rachunek.

Czego słucham: moim faworytem jest wszystko, co zaliczyć można do smooth jazzu. Podobnie jak w wypadku muzyki do pracy – im mniej słów w utworach, tym lepiej. Czasami czasie takich kanapowych leniwych chwil lubię też posłuchać audiobooka, co stanowi doskonały ekwiwalent zwykłego czytania. Tyle, że mogą mi trochę przy okazji odpocząć oczy.

Do ćwiczeń

Dbanie o formę fizyczną jest dla mnie również bardzo ważnym zadaniem. Dzięki temu, że mam przy sobie telefon ze specjalną listą treningowa, mogę ćwiczyć jeszcze intensywniej i przez to skuteczniej. Zresztą, nie raz już udowodniono, że odpowiednia ścieżka dźwiękowa na siłowni znacznie poprawia możliwości ćwiczących.

Czego słucham: ostrych rockowych kawałków. Nic nie daje mi takiego kopa, jak głośne gitarowe riffy i perkusja niemalże rozsadzająca bębenki uszne.

A Wy? Jakie macie preferencje muzyczne przy wykonywaniu codziennych czynności? Pokrywają się z moimi czy są zupełnie od nich różne?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy