16 Paź

Niezwykli z równowagą – wywiad

Czy to możliwe aby być jednocześnie osobą wrażliwą i konkretną, spontaniczną i pełną wewnętrznej równowagi, ciepłą i stanowczą? Można. W inspirującej rozmowie z Panią Jolantą Rowecką, dyrektor Ośrodka Pomocy Dziecku i Rodzinie w Górze Włodowskiej, o odnajdywaniu życiowej drogi, szczęściu i walce.

Nie da się nie zauważyć pięknego boiska przed Ośrodkiem…

Prawda? Takie piękne bo wspaniali ludzie je stworzyli. W jeden dzień, wolontariusze prawnicy z Warszawy, było tu ponad 70 osób. Sponsorem są Polsko-Amerykańskie Kancelarie Prawne – negocjacje z nimi nie były proste, ale satysfakcja jest teraz nieziemska. Dzieciom nie znikają uśmiechy z twarzy. W ten sądny dzień miałam wrażenie, że to mi się śni. Ale skoro Panie potwierdzają, że boisko rzeczywiście stoi…kamień z serca!

Szuka Pani takich ludzi, czy oni sami do Pani trafiają?

Ja kocham ludzi. Spędzam sporo czasu kontaktując się z różnymi osobami, stale poszukuję bratnich dusz, przede wszystkim partnerów do współpracy na polu zawodowym. Wychodzę z założenia, że dobra energia przyciąga dobrą energię. Często w bardzo skrajnych dla ośrodka sytuacjach pojawiają się fantastyczni ludzie, którzy ratują nas z opresji. Wtedy czuję, że warto walczyć, warto rozmawiać, opowiadać innym naszą historią, zarażać ich energią tego miejsca.

W ośrodku jest Pani dyrektorem drugi rok, jak się Pani tu znalazła?

Droga była wyboista. Z wykształcenia jestem socjologiem, zaczynałam jednak od studiów artystycznych. W wolnych chwilach uwielbiam zajmować się aranżowaniem wnętrz, na to jednak zwyczajnie brakuje mi czasu. Jako, że lubię robić dużo na raz jestem także mediatorem. Pracowałam wiele lat w Ośrodku Pomocy Społecznej, prowadziłam także dwie kawiarnie. Nie było mi jednak dane dalej się tym zajmować. Postanowiłam więc wrócić do tego co sprawia mi największą radość, czyli do bycia społecznikiem. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Nie planowałam w taki sposób mojego życia. Jednak gdy taka szansa się pojawiła, pomyślałam czemu nie? Jestem w tym miejscu z ogromną pasją. Ludzie, którzy tworzą to miejsce ze mną tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że to ma sens!

Jak w natłoku wielu obowiązków i pośród trudnych emocjonalnie sytuacji z poranionymi dziećmi, odnajduje Pani wewnętrzną równowagę?

To szalenie trudne, bo nikt nie jest ze stali. próbuję łapać chwile dla siebie. Sztuka mi w tym pomaga: teatr, wystawa, koncert, ale także sport, lubię pobiegać, popływać, pojeździć na rowerze. Muszę gdzieś dać upust swoim emocjom, niestety wciąż brakuje czasu. Doba jest za krótka!

Co dla Pani oznacza równowaga?

Wewnętrzny spokój. To takie pogodzenie się z tym, że także ja jestem ważna. Takie aktywne pożytkowanie odbija się na moim organizmie. Zawodowo spędzam czas bardzo aktywnie, po pracy potrzebuję więc ochłonąć, często także aktywnie. Uwielbiam podróżować. To jest coś, co zdecydowanie mogłabym robić cały czas. Co roku odwiedzam nowe miejsca, w czasie podróży nabieram dystansu do siebie i mojego otoczenia.

Pracując w miejscu które jest takie emocjonalne, przenosi się te emocje z pracy do domu?

Oczywiście, że tak. Nie da się zamknąć drzwi i zapomnieć. Ta placówka jest 24/7. Kontakt z ludźmi bardzo wspomaga. Taka świadomość, że nie jest się samemu na tym świecie. Równowagę czerpię także z ludzi. I oczywiście dzieci – te to dopiero potrafią naładować akumulatory taką szczerą miłością. Ja wpajam tym dzieciom, że nie są w placówce, tylko w domu. Zależy mi na tym, aby tak się w tym miejscu czuły. Co także im daje równowagę. To musi być normalna miłość ze wszystkimi jej skutkami.

To Pani jest mamą tych wszystkich dzieci

Nie tylko ja, ale wszyscy pracownicy także. Jesteśmy rodziną. To cudowni ludzie.

Mimo, że Pani łączy w sobie tak wiele różnych zainteresowań i obowiązków, sprawia Pani wrażenie osoby, która ma w sobie wewnętrzny spokój. Czy jest coś, co jest w stanie wyprowadzić Panią z równowagi?

Oczywiście. Jak każdy człowiek, zdarza mi się nie wytrzymać. Jednak wykonując tyle różnych prac, muszę oszczędzać swoją energię, swoje emocje. Muszę być bardziej introwertykiem niż ekstrawertykiem. Cóż, niekiedy mam ochotę sobie poboksować.

Czy pośród tych wszystkich obowiązków nie brakuje Pani artystycznych obowiązków?

Jasne, że brakuje. Szczególnie, że to takie obowiązki, które nie męczą. Ale znajduję inne możliwości pożytkowania mojej artystycznej energii. Tutaj na miejscu mam okazje projektować. Mogłam to zrobić planując wygląd boiska, czy teraz projektując przestrzeń zieloną na terenie ośrodka. Udaje mi się więc wdrażać także tę pasję w moje życie.

Były upadki?

Liczne. Ale wszystko jest po coś…Myślę, że wszystko co się wydarzyło w moim życiu było po coś.

A co radziłaby Pani kobietom, które są przed ważną życiową decyzją?

Każdy się boi, ale najważniejsze jest to, że nie można stać w miejscu. Trzeba korzystać. Jak się człowiek zamyka, to możliwości się nie pojawiają. Trzeba przeć do przodu, nie wolno się poddawać. Ktoś kiedyś fajnie powiedział: „Jak się zamknie brama, to otwiera się furtka”. Z tej furtki należy skorzystać i wejść w nowy fragment świata.

Trudny był początek tego nowego świata?

Oj trudny, były chwile zwątpienia. Postanowiłam nie robić nic na siłę, zaufać mojej intuicji i obserwować. Podążać za tym co uważam za dobre i właściwe. Ja nie lubię działać na siłę. Teraz przeglądam się w lusterku i myślę sobie „jest dobrze”!

jola2

Facebook Comments

Najnowsze tematy