Jedzą o stałych porach, skrupulatnie przeliczają kalorie i dobierają wyłącznie naturalne składniki – brzmi jak wypracowany nawyk zdrowego odżywiania, prawda? Tymczasem chorych na ortoreksję z roku na rok przybywa coraz więcej. Podstępna i o wielu twarzach powoli rujnuje życie ofiar wszechobecnej mody na bycie „fit”. Sprawdź, gdzie kończy się granica racjonalnego żywienia, a gdzie zaczyna się obsesja.

Czterocyfrowe liczby kalorii spędzają sen z powiek niejednej, a nawet niejednemu z nas. Zewsząd słyszymy, że nasza dieta powinna być racjonalna i zbilansowana. Na każdym kroku zasypywani jesteśmy informacjami o tym co robić, aby zachować zgrabną i szczupłą sylwetkę. Media prześcigają się w tworzeniu programów promujących zdrowe odżywianie, bo wiedzą, że te osiągną absolutne szczyty popularności. Każdy doskonale wie, że należy jeść regularnie, dużo, ale lekko, a jeśli pojawia się problem z utrzymaniem wagi, najlepiej poradzić się dietetyka albo spróbować samemu odnaleźć w sobie ukryte pokłady samozaparcia…

Trudno zaprzeczyć, że spożywanie produktów organicznych poprawia kondycję naszego organizmu i tym samym przekłada się na dobre samopoczucie i życiowy optymizm. Niestety wszystko ma swoje granice, a w tym wypadku bardzo łatwo je przekroczyć. Obsesja na punkcie liczenia kalorii, codzienne wchodzenie na wagę i odrzucanie wszystkiego, co nie jest „eko”, albo „gluten free” to nie tylko absurdalna nadwrażliwość, ale symptomy bardzo poważnej, choć ciągle lekceważonej choroby.

Mimo że ortoreksja zaczyna zbierać coraz większe żniwo, słyszy się o niej stosunkowo niewiele. Jej ofiarami bywają osoby w różnym wieku i o różnej posturze. Z faktu, że naprawdę zaczynamy mieć problem  bardzo długo możemy nie zdawać sobie sprawy. Z właściwym rozpoznaniem tej choroby kłopot mają także specjaliści – zarówno psychologowie, jak i dietetycy. Bo symptomy ortoreksji nie są tak „spektakularne” jak w przypadku anoreksji czy bulimii.

Osoby zapadające na ortoreksję to zazwyczaj perfekcjoniści, ludzie lubiący być w centrum zainteresowania i podatni na nowe trendy. Regularnym i restrykcyjnym odżywianiem się, nierzadko próbują zrekompensować sobie niemożność pełnego kontrolowania innych dziedzin życia. Choć jedzenie nie sprawia im większej przyjemności, wszystko poza nim wydaje się nie mieć dla nich większego znaczenia. Skupiają się na jego jakości i odpowiednich proporcjach – dokładnie analizują skład spożywanych potraw, dodają kalorie, robią zakupy w specjalnych sklepach ze zdrową żywnością. Wszelkie odstępstwa od codziennego planu odżywiania i sporadyczne uleganie żywieniowym pokusom traktują jako osobistą porażkę – dowód na słabą wolę. Przy tym wszystkim, mimo że czują pozorną satysfakcję, żywieniowa obsesja wyraźnie utrudnia im życie.  Nie lubią spotkań towarzyskich i jakichkolwiek wyjazdów – niemożność przygotowania konkretnych potraw w odpowiednim czasie wprawia ich w zakłopotanie. Chociaż problem zaczyna się od niewinnej eliminacji niezdrowych produktów, a początkowy cel jakby nie było jest szlachetny,  konsekwencje ortoreksji są dramatyczne.  Choroba rujnuje psychikę i fizjologię organizmu. Zanik miesiączki, spadek wagi, bóle głowy, nudności, osłabienie, problemy z ciśnieniem, anemia, a do tego samotność i społeczne wykluczenie – to tylko niektóre z jej skutków.

Jeśli rozpoznajesz u siebie chociaż połowę z przytoczonych objawów, koniecznie daj za wygraną i poszukaj pomocy – nie u dietetyka, ale u psychoterapeuty. Jeśli powyższy opis pasuje do kogoś z twojego otoczenia, również zareaguj. Zdrowe odżywianie jest zdrowe tylko wtedy, kiedy sprawia ci przyjemność i pozwala cieszyć się z życia. Zjedzenie pizzy albo schabowego raz na jakiś czas to naprawdę nie koniec świata.

 

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy