07 Gru

Jeszcze kilkanaście lat temu kupowałem gazety i magazyny w kioskach, po koszulki chodziłem do sklepów, a gdy chciałem do kogoś zadzwonić musiałem być w domu przy telefonie stacjonarnym, lub w zasięgu działającej budki. Z kartą telefoniczną w ręce. Dziś to wszystko mogę od biedy robić na jednym urządzeniu elektronicznym. I to jeszcze takim, które mieści się w kieszeni.

Gdy wiele lat temu pokazałem mojej babci zalety posiadania komputera, nie była w stanie ogarnąć tego wynalazku. „W naszych czasach tego nie było” – zwykła powtarzać. Nigdy też nie pojęła tego, jak jedna szara maszynka stojąca niepozornie pod biurkiem może mieć tak wiele różnych możliwości.

Mam to szczęście, że urodziłem się w latach 80. Czyli w czasach, gdy w powszechnym użytku znajdowała się już jakaś w miarę nowoczesna technologia. Rozwijając się oraz dorastając w momencie, gdy znacznie lepsze wynalazki zaczęły pojawiać się na sklepowych półkach. A potem żyjąc dorosłym życiem w czasach, w których premiery kolejnych gadżetów przestają być głównym tematem cowieczornych programów informacyjnych.

Prawdę mówiąc, nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie urodzonego 40-50 lat wcześniej. Siebie jako gościa, dla którego to płaskie pudełko, gdzie pokazują setki ruchomych obrazków z dźwiękiem jednocześnie wydaje się raczej magią, niż zlepkiem krzemowych kostek, plastiku i ciekłego kryształu. Siebie jako człowieka nie mającego pojęcia, w jaki sposób można rozmawiać na żywo z kimś, kto znajduje się po drugiej stronie świata. I to za pomocą czegoś nie większego od kostki szarego mydła.

Wychowałem się w epoce zmian. Z analogowego postrzegania świata przestawiłem się na cyfrowe. Papier został zastąpiony kodem zerojedynkowym, faktyczne umiejętności praktyczne odeszły do lamusa na rzecz sprawnego posługiwania się klawiaturą i graficznym interfejsem użytkownika. Wszystko znalazło się w odpowiednich folderach, stworzono procedury, instrukcje obsługi i przewodniki. Życie stało się inne. Nie „prostsze”, po prostu inne.

Mam to szczęście, że mogłem doświadczać postępu w czasie, gdy byłem jeszcze młody, a moje poglądy przypominały konsystencją kisiel, zamiast twardej, odpornej na zmiany skały. Myślę, że właśnie dzięki temu wyrobiłem sobie pewnego rodzaju łatwość w uczeniu się nowych rozwiązań. Myślenia w sposób odpowiadający standardom dzisiejszego życia.

Ale jednocześnie nieco obawiam się przyszłości.

Istnieje takie pojęcie, jak „cyfrowe wykluczenie”. Dotyka ono w większości osób starszych, wychowanych w nieco innych warunkach. Osób, które nie są w stanie nadążyć za zmianami technologicznymi, zrozumieć ich i zastosować w praktyce.

Czasami myślę, co się stanie jeśli owo wykluczenie dogoni również nasze pokolenie? Ile czasu minie, zanim pojawią się technologie, które zaczną być niezrozumiałe również dla nas?

Czy w ostateczności nasze wnuki zostaną zmuszone tłumaczyć nam podstawowe zasady działania ich zabawek? A my, z miną wyrażającą bezbrzeżne zdumienie będziemy w stanie powtórzyć jedynie: „Za moich czasów tego nie było”.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy