Jest marzec, godzina 3:00, Kitty zamyka swój bar na Manhattanie, wsiada do samochodu i jedzie do domu. Parkuje auto na parkingu pod swoim mieszkaniem, po chwili atakuje ją agresywny mężczyzna z nożem w ręku, rozpoczyna się szarpanina. Kitty wzywa pomocy, w okolicznych oknach widać twarze ludzi zaniepokojonych sytuacją. Z balkonu niedaleko mężczyzna krzyczy, by napastnik zostawił kobietę, ten płoszy się i na moment odchodzi. Po chwili wraca i dźga Kitty ponownie. Dwie minuty po zawiadomieniu policji radiowóz przyjeżdża na miejsce. Kobieta nie żyje.

Jest to historia, która wydarzyła się w 1964 roku w Nowym Yorku, w dzielnicy Queens, wśród amerykańskiej klasy średniej. Napaść na Kitty trwała 35 minut, a to co się działo widziało 38 ludzi, jedna para przystawiła nawet krzesła do okna, by mieć lepszy widok. Gdy poszczególni świadkowie zobaczyli innych przyglądając się zdarzeniu wzmocnili w sobie przekonanie o tym, że ktoś już na pewno zawiadomił policje. Niestety tak się nie stało. Po opublikowaniu tej historii w mediach pojawiły się liczne wyrazy dezaprobaty i krytyki współczesnego społeczeństwa, braku więzi i poczucia wspólnoty, a także powszechnego znieczulenia na cierpienie innych.

Sprawa, tak jak i wiele podobnych, zainteresowała psychologów społecznych, którzy zaczęli się zastanawiać, dlaczego ludzie będący świadkami krytycznych wydarzeń najczęściej nie reagują. Przeprowadzono liczne badania sprawdzających zachowanie w nagłych sytuacjach, w których możliwe jest podjecie akcji pomocy bądź też pozostanie biernym. Okazało się, że im większa grupa obserwatorów, tym mniejsza gotowość do niesienia pomocy. Zjawisko to zostało nazwane rozproszeniem odpowiedzialności.

Co kryje się pod tym pojęciem? W sytuacji, gdy świadkami zdarzenia jest spora liczba osób, ludzie naturalnie wykazują się mniejszym zaangażowaniem, czekają aż inni zareagują bądź też po prostu zakładają, że ktoś inny na pewno zajmie się tą sprawa. Jednocześnie obawiają się poczucia nieadekwatności, które może pojawić się po ich nadmiernej reakcji bądź ocenie sytuacji jako bardziej zagrażającej niż w rzeczywistości. Czekają na to co zrobią inni, by w ten sposób uzyskać informacje o charakterze obserwowanego wydarzenia. Nie zawsze też ludzie czuja się na silach by podjąć działanie. Nie każdy przecież potrafi interweniować w bójce, w której napastnicy posługują się nożami. Niestety brak reakcji tłumu możne prowadzić do nieszczęścia, jak w przytoczonej historii z Nowego Yorku.

Upowszechniona wiedza o zjawisku rozproszonej odpowiedzialności pozwala na unikniecie negatywnych jego skutków. Zarówno w sytuacji, gdy jesteśmy obserwatorami, ale też głównymi aktorami nagłego kryzysu. Przykładowo, kiedy czujemy, że tracimy przytomność bądź za chwile doświadczymy ataku epilepsji w miejscu publicznym ważne jest by skupić swoją uwagę na jednej osobie i bezpośrednio poprosić ją o pomoc. Można wskazać ją palcem, nawiązać kontakt wzrokowy albo zawołać, im lepszy kontakt nawiążemy, tym większa jego skuteczność. W ten sposób można zintensyfikować poczucie odpowiedzialności u osoby, którą prosimy o pomoc, a tym samym zwiększyć prawdopodobieństwo jej otrzymania.

Aktywne działanie w nagłych przypadkach jest bardzo ważne, a przy braku reakcji pojedynczych osób ludzkie życie może być zagrożone. Dlatego, gdy zauważymy ulatniający się dym bądź wypadek samochodowy zawsze warto podjąć działanie, bo możliwe, że pozostali świadkowie ulegną poczuciu rozproszenia odpowiedzialności. Bywa, że obecność samochodów w rowach przy ruchliwych drogach zostaje zgłaszana zbyt późno by można było pomóc pasażerom. Przy zachowaniu podstawowych zasad bezpieczeństwa koszt ewentualnego nadmiernego zareagowania i poczucie nieadekwatności jest niewielki w porównaniu z możliwością udzielenia komuś potrzebnej pomocy.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy