21 Gru

Przedświąteczna gorączka – komercja, którą można pokochać

Mój kalendarz adwentowy opędzlowany jest gdzieś tak w połowie, co oznacza, że do Bożego Narodzenia pozostało naprawdę niewiele czasu. Widzę to nie tyle po zmieniającej się dacie, co bardziej po intensyfikacji typowo przedświątecznych zachowań w moim otoczeniu.

Wszyscy wokół przestają rozmawiać o tym, jak minął dzień. Zamiast tego zaczynają rozliczać się przed każdym, kto chce tego słuchać (albo musi, bo nie ma dokąd uciec) z krótkiej listy rzeczy już zrobionych, oraz znacznie dłuższej do zrobienia przed 24 grudnia. Pierogi, karpik, kutia, barszczyk – te słowa-klucze krążą nad konwersacjami niczym natrętne muchy.

Dobre rockowe kawałki zastępowane są przez powtarzalne do bólu świąteczne szlagiery. Chris Rea (dobry), Michael Buble (świetny!), nieśmiertelny George Michael (ale ileż można słuchać tego „Last Christmas”?) i każdy inny artysta, który za punkt honoru uznaje posiadanie w repertuarze tematycznej piosenki wylewają się z radia bombardując moje uszy wesoło wyśpiewywanymi życzeniami. Obietnicami prezentów i tęsknotą za jakimś grubawym gościem w czerwonym kubraku, który owe podarki ma w określonym czasie dostarczyć pod choinkę.

Koniec grudnia to piękny czas i nie zepsuje go nawet komercjalizacja

Gdy już na początku listopada w sklepach pojawiają się pierwsze bożonarodzeniowe ozdoby, tylko uśmiecham się pod nosem. W ten właśnie sposób niejako wyrażając swoje zdumienie kierunkiem, w którym podąża ta cała handlowa machina.

Gdybym był uparty i koniecznie chciał należeć do tzw. „alternatywy”, mógłbym wypiąć się na tą jawnie okazywaną komercjalizację Bożego Narodzenia, zapuścić w słuchawkach ciężkiego rocka i warczeć na każdego, kto ośmieliłby się zakłócić mój sprzeciw przeciwko zatracaniu magii świąt w wydrukach transakcji z kart kredytowych.

Ale taki nie jestem.

I choć śmieszy mnie wymienianie dopiero co sprzedawanych lampionów nagrobnych na czekoladowe mikołaje oraz kolorowe światełka na sklepach w czasie, gdy nawet najstarsi górale nie są w stanie przewidzieć pierwszych opadów śniegu, gdzieś tam podskórnie wyczuwam zbliżające się Boże Narodzenie, chłonąc jednocześnie atmosferę towarzyszącą przygotowaniom.

Atmosferę manifestującą się w delikatnym brzmieniu dzwoneczków, zapachu piernika, rozbłyskach, jakie pozostawiają bożonarodzeniowe lampki po zachodzie słońca. Atmosferę ukrytą w grzanym winie pitym na świeżym powietrzu, w pierwszym kąsaniu mrozu i tandetnych ozdobach sklepowych krzyczących z każdej strony „Wesołych Świąt!”.

Uwielbiam ten czas. Nawet mimo niskich temperatur uważam, że druga połowa grudnia to najlepszy okres w roku. Na swój sposób magiczny. Unikatowy. Taki, za którym tęsknię w momencie, gdy tylko przechodzi do historii.

Dlatego życzę Wam wszystkim, aby i dla Was finisz przygotowań zakończył się szczęśliwie. A następujące po nim dni upłynęły w rodzinnej, radosnej atmosferze.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy