06 Wrz

Dziś pustą kartkę zastępuje pusty ekran w edytorze. Zamiast leżącego gdzieś w zasięgu długopisu, jedynie oskarżycielsko mrugający wskaźnik kursora. Dobija mnie to ustrojstwo. Niszczy idealną symetrię białego prostokąta, który w tym momencie powinien być już zapisany przynajmniej kilkunastoma wersami tekstu.

Znacie to uczucie? Ten rodzaj bezsilności, kiedy mimo najwyższych starań do głowy nie chcą przyjść żadne myśli? A przynajmniej nie takie, które można by było zapisać w kulturalny sposób. Słowa nie chcą zlewać się w zdania, a co dopiero w akapity. Gdzieś tam w głębi rośnie ciśnienie i niczym w silniku parowym domaga się ujścia. Jak najszybciej, najlepiej z wielkim hukiem.

Brak weny jest cholernie trudnym przeciwnikiem. Pojawia się znikąd, zwykle wtedy, gdy deadline dyszy w kark, a zza rogu nieśmiało wystają kolejne projekty, którymi pilnie trzeba się zająć.

Na szczęście nie jest to przeciwnik wymagający. I zastosowanie kilku sprytnych technik pozwala szybko wygrać batalię. Zapisać pierwsze zdanie. Zdanie, które zwykle rusza lawinę dalszych słów. Mam na to niezawodną technikę składającą się z trzech prostych punktów. Wypróbowałem ją w życiu tyle razy, że czasami samo pomyślenie o niej wyłącza blokadę w głowie i pozwala ruszyć do przodu.

Gotowi. Zaczynajmy więc:

„Tylko spokój może nas uratować”

Kluczem do sukcesu jest spuszczenie ciśnienia z kotła. Kilka głębszych oddechów, wyluzowanie i oczyszczenie tego chaosu myśli, który nie pozwala Wam zacząć pracy.

Stres i narastająca agresja powoduje, że (parafrazując ponadczasowe mądrości Kubusia Puchatka) im bardziej będziecie szukali odpowiednich słów do rozpoczęcia, tym bardziej nie znajdziecie ich w umyśle. A i mózgowi przyda się czasem przewietrzenie. Co też prowadzi nas do punktu drugiego, czyli…

Odejdźcie od biurka

Najlepsze pomysły przychodzą znienacka. W kolejce w supermarkecie, w korku, w czasie porannej toalety, spaceru. Czasami wystarczy tylko zmienić otoczenie, aby mózg z miejsca ruszył zupełnie innymi ścieżkami.

Spróbujcie wyjść na balkon, przejdźcie się wokół domu albo po prostu połóżcie na chwilę na kanapie. Zajmijcie się czymś zupełnie innym, np. rozdziałem książki, artykułem w gazecie albo po prostu poleżcie chwilę z zamkniętymi oczami przy ulubionej muzyce.

I nie myślcie o niczym. A już na pewno nie ważcie się myśleć o tekście, który czeka na napisanie.

Gotowe? To teraz wróćcie do komputera. Usiądźcie wygodnie i…

Zacznijcie pisać

Ale nie to, co musicie. Tylko to, na co macie ochotę. Coś zupełnie od czapy, niezwiązanego z pracą. Otwórzcie nowe okno edytora i po prostu klepcie, co Wam przyjdzie na myśl: historyjkę, wydarzenia ostatniego dnia, przemyślenia. Cokolwiek.

Techniki tej nauczyłem się w czasie czytania wielu poradników dla pisarzy, zwłaszcza tych dotyczących blokady twórczej. Niektórzy nazywają ją „automatycznym pisaniem”, czymś w rodzaju rozgrzewki dla palców i głowy przed głównymi zadaniami. Z doświadczenia wiem, że parę minut takiej pisaniny skutecznie pobudza w mózgu rejony odpowiedzialne za kreatywność. I pomysł na wstęp sam wpada na odpowiednie miejsce. Wystarczy go tylko zapisać.

Tym sposobem problemy z czymś takim, jak brak powinniście przechodzić w miarę bezboleśnie. A w ostateczności, gdy już naprawdę nie macie żadnych pomysłów, skorzystajcie z jeszcze prostszego patentu i po prostu napiszcie tekst na temat owego braku.

Tak jak na przykład zrobiłem to ja. Powyżej.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy