Uczestniczyłam kiedyś w wielu dyskusjach. Tych internetowych, tych w prawdziwym życiu, tych na biurowym korytarzu. Pamiętam, że ceniłam bardzo sztukę takiej rozmowy i stawiałam sobie za cel, ćwiczyć się w niej, żonglować argumentami, bronić swojego zdania do ostatniej kropli krwi. Dałam sobie wmówić, że to niezbędne i wartościowe, bo tylko to, co pływa na wierzchu ma znaczenie.

Aż któregoś dnia, po prostu przestałam. Zdałam sobie sprawę, że w tych dyskusjach wcale nie chodziło o prawdę. Chodziło o rację. Prawda leżała odłogiem i nikt jej nie tykał. Była w tym wszystkim najmniej ważna.

Dialog czy monolog

W rozmowie między ludźmi chodzi czasem o komunikację, ale częściej, chodzi o to, by udowodnić, że jest się mądrzejszym, celniejszym i lepiej zorientowanym. Nie ma to nic wspólnego z rzeczywistą rozmową. Nie chodzi o to, by się dogadać. Nie ma tu miejsca na otwartość, na odmienny punkt widzenia. Jeśli nie chcemy się nawzajem usłyszeć, jeśli nie ma między nami dobrej woli, nasza rozmowa pozostanie dwoma monologami, a nie dialogiem. Słowa rzucane o ścianę nie zakiełkują. Nic z nich nie wyrośnie. To nie ma sensu.

Racja czy spokój?

Dziś, zamiast rację, wolę mieć spokój.  Nie oznacza to wcale, że nie bronię swojego zdania, że go nie wyrażam. Robię to  – ale ze świadomością, że jeśli w adwersarzu nie znajduję przyjaciela, kogoś, kto wyraża przynajmniej wolę, aby mnie zrozumieć, to dyskusja zaprowadzi mnie wyłącznie na manowce niepokoju. Wywoła stres, emocjonalną burzę, nie pozwoli mi spać. Na tych bezdrożach nie mam czego szukać. Nie znajdę tam relacji z drugim człowiekiem, nie zbliżę się do niego, nie otrzymam zrozumienia, o które mi chodziło, ani nawet argumentów do tego, by zweryfikować własny punkt widzenia.  Często zdrowiej dla wszystkich jest mieć spokój, a nie rację. Zwłaszcza wtedy, gdy wiemy z autopsji, że konfrontacja, nigdzie nie prowadzi.

Kłócić się trzeba umieć

To prawda, że kobiety, szczególnie kobiety, są zbyt grzeczne –  nie w sensie manier, ale wyrażania własnych emocji.  Nie potrafią się konfrontować. Nie potrafią się pokłócić, czasem tylko zdążą się obrazić lub popłakać sobie w kąciku. Oprócz wyładowania, zwykle nie przynosi to żadnych konstruktywnych rozwiązań.

Umieć powiedzieć, co jest dla mnie ważne, co się liczy, co jest mi potrzebne –  jest wielką sztuką. Już sama wiedza, co to jest, to sukces. Jednak aby zadbać o siebie, wcale nie potrzebujemy wdawać się w jałowe kłótnie. Nie musimy na siłę nikomu udowadniać, że mamy rację.  Wystarczy, że potrafimy zakomunikować, co jest dla nas istotne i czego nam najbardziej potrzeba. Walka o rację, dla samej racji, nie ma sensu. Z tego wychodzi się zawsze poranionym. Racja kosztuje drogo. Bywa, że znacznie za dużo.

Gorący kamyk

W psychologii, mówi się o terminie polaryzacji, który oznacza pewien stosowany w dyskusji unik. Sięga się po niego, kiedy znajdujemy się zbyt blisko bolesnego miejsca. Przesunięcie rozmowy, z punktu szukania rozwiązania, odpowiedzi, na to, kto w tym wszystkim ma rację, jest zręcznym ominięciem tematu, który emocjonalnie parzy w ręce. Obrazowo rzecz ujmując, to tak jakby rzucać do siebie wzajemnie gorący kamień. Wszyscy się poparzą. Nikt nic nie zyska.

Możemy się między sobą dogadać. To pewne. Nie musimy w tym celu udowadniać, kto ma rację. Wystarczy tylko jeden sekretny składnik komunikacji. Wzajemna otwartość i DOBRA WOLA.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy