Bardzo lubię kiedy dzieci, te małe i te trochę większe, bawią się, w posiadanie nadzwyczajnych mocy. Hitem ostatnich tygodni, jest chłopiec, który na prośbę pani przedszkolanki o to, by sprzątnął zabawki, stanął w rozkroku - wyciągnął ręce przed siebie i krzyknął: „MAGIAAA”. Mina dorosłych bezcenna. Skuteczność czarów pominę pobłażliwym milczeniem.

Wierzyć w (nie)możliwe

Wiara w to, że świat i my w nim, jesteśmy nadzwyczajni, maleje w stopniu wprost proporcjonalnym do  wieku wyrażonego w latach. Aż dziw, że w tym pełnym naukowców świecie, ktoś jeszcze nie opatentował wzoru. Na początku wierzymy w magię, w Mikołaja, we Wróżkę Zębuszkę, a potem tracimy ją tak jak traci się mleczne zęby. Niestety przechodząc z okresu dziecięcego w dorosłość, tracimy nie tylko dostęp do świata baśni i nierealności, ale także wyobraźnię, elastyczność, czy wreszcie wiarę… w siebie. Bez tego nie sposób zostać Super Hero. W żadnej dziedzinie.

Moja 4- letnia córka, na moje pełne wahania „nie wiem czy dam radę”, odpowiada, „mamo, uda ci się”. Niby wiem o tym, ale dobrze czasem sobie przypomnieć. Dla niej ciągle jestem Super Bohaterką. Na szczęście, w trochę mniejszym stopniu,  jestem też nią dla samej siebie. Nie, nie wierze, rzecz jasna, że bałagan da się poskromić wyciągniętymi przed siebie rękami i słowem „magia” ( szkoda..) , ale mam wyobraźnię, nadzieję i najważniejsze: poczucie wpływu na swoje życie.

To wystarcza do tego, aby widzieć szansę spełnienia, równowagi i sensu, a do tego, po ludzku, lubić siebie.

Ty też możesz być Super HERO

Nie od dziś wiadomo, że bezczynność zabija i szkodzi. Sprawdza się tu powiedzenie: „dać wędkę, a nie rybę”. Delikwent, któremu podarujemy posiłek, zje go i nazajutrz znów obudzi się z pustym brzuchem. Ten, który dostanie narzędzie i instrukcję jak go używać, może już na zawsze rozwiązać problem  bolesnego braku.

Podobnie jest z naszym bohaterstwem i z poczuciem własnej wartości i przydatności.  Nie poczujemy się kimś super, od błahego komplementu. To trwa bardzo krótko, nic nie zmienia. Ale już błahy czyn, mała rzecz, w której powodzenie nie do końca wierzyliśmy, a świetnie się udała,  może diametralnie wpłynąć na nasze mniemanie o sobie. Warto próbować. Każda porażka, każdy sukces, czegoś nas uczą.

Recepta

Kiedy byliśmy dziećmi wierzyliśmy w siebie, mimo, że nie wszystko nam się udawało. To, że coś nie wyszło, nie rujnowało naszego myślenia o sobie. Małe dzieci, żyją w trybie wiecznego „super bohatera”. Spójrzcie na te, które dopiero uczą się chodzić. Ile razy wstają i upadają na pupę? Potem znów wstają i znów próbują. Mają narzędzia (nogi), mają wiarę, mają potrzebę rozwoju. Wcale nie potrzebują pustych pochwał, chodzika czy super butów. Staną i na bosych nóżkach, a pierwszy  krok zrobią choćby trzymając się płotu. Wierzą, po prostu, że to jest możliwe.

Nam dorosłym, potrzeba tego samego. Rozwój i aktywność są naszym przeznaczeniem. Bohaterowie, wbrew pozorom wcale nie rodzą się w ognistej pelerynie ( czasem muszą ją sobie sami uszyć..), a bohaterstwo mierzy się zawsze własną miarą. Czasem największym wyczynem, jest po prostu pokonać własną słabość. Kiedy się to zrobi raz, czy drugi, pamięta się potem na zawsze.  I wierzcie mi, naprawdę mieszka w tym MAGIA. Taka, która w przeciwieństwie do tej od sprzątania, DZIAŁA.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy