18 Gru

Symbiotyczna osobowość – blaski i cienie życia w „złotej klatce”

Uwikłany mężczyzna to mały chłopczyk, który nie potrafi porzucić obrazu swojej mamy. Często jest tak, że przerzuca swoją uwagę na inny obiekt - w dorosłym życiu jest nim najczęściej partnerka, ale może w mniejszym stopniu odbijać się to na wszystkich relacjach z ważnymi osobami .

Mały Jaś wyrusza w daleki świat .

Bierze kapelusz i laskę i jest dobrej myśli.

Jednak matka bardzo płacze, że nie ma już Jasia!

Dziecko się opamiętuje i wraca szybko do domu.

 

Kochana mamo wróciłem, ja Twój Jaś hopsasa.

Uwierz mi, zostanę tu, nie odejdę od Ciebie.

Matka się bardzo cieszy, a Jaś jeszcze bardziej .

Ponieważ, jak wiecie, ma się u niej najlepiej .

 

Ta niemiecka piosenka, na pierwszy rzut oka pokazująca dobrą relację syna z mamą, w rzeczywistości przedstawia prawdziwą pieśń na cześć chorej symbiozy. Jeżeli matka zbuduje taką zależną relację z synem, już zawsze pozostanie z nią związany, nawet nie będąc blisko niej, co uczy go również zaburzonej relacji ze swoją żoną .

Kobieta w złotej klatce zależności

Mam wszystko, czego pragnęłam: pieniądze, rodzinę, wycieczki zagraniczne, świetną  pracę, ale w środku cierpię, czuje wielką pustkę. Czegoś mi brakuje, ale nie wiem o co chodzi. Wokół siebie mam dużo ludzi, ale czuję dystans, jakbym była za szybą. Nikt mnie nie rozumie. Jestem samotna.

To czego się boję, to zrobić jakikolwiek krok, nawet nie wiem w którą stronę iść. Najbardziej zależy mi na tym, by wszystko było dobrze, żeby wszystkich zadowolić, zwłaszcza najważniejsze dla mnie osoby: męża, rodziców, teściów, przyjaciół. Nie potrafię znieść myśli, że ktoś może być na mnie zły – myślę wtedy, że to ja jestem zła.  Kosztuje mnie to bardzo wiele wysiłku. Jestem czujna. Staram się, by nic nie wymknęło się spod kontroli. Czasami się złoszczę, ale wolę tego nie pokazywać, tłumię to.

Ta kobieta nie wie, że to w jaki sposób żyje, niszczy ją, a to najkrótsza droga do depresji lub innych zaburzeń.

Z takiej zależności można uciec, ale to trudna droga w walce ze sobą, ze swoją nierealistyczną chęcią zaspokajania potrzeb ważnych osób. Skupiamy się na innych, dając im to co sami chcielibyśmy dostać. Jednak tego nie dostajemy i wówczas pojawia się złość, irytacja. Większość z nas nie zna odpowiedzi na pytanie: dlaczego postępuję w ten sposób? Dlaczego daje z siebie tak wiele, a nie otrzymują nic w zamian?

Czujemy ogromne rozczarowanie, nie zdając sobie jednocześnie sprawy, że nasze potrzeby nigdy nie zostaną zaspokojone, ponieważ zawsze mamy wrażenie, że druga osoba daje z siebie mniej niż my sami. Oczekujemy od partnera żeby dał nam to, czego potrzebujemy (nawet nie wiemy jak jesteśmy w tym agresywni) i to jego czynimy odpowiedzialnym za nasze nieszczęście. Przesadne koncentrowanie się na partnerze jest często spowodowane odwróceniem naszej odwagi od konfliktów jakie mamy w sobie, od swoich własnych problemów. Staramy się podporządkować partnera emocjonalnymi posunięciami, chroniąc się przed emocjami, które są dla nas trudne: najczęściej jest to  złość i lęk .

Źródłem obu problemów oczywiście jest nasze dzieciństwo – robimy innym to, co nam robiono, gdy byliśmy dziećmi. Oczekujemy tak, jak od nas oczekiwano, wikłamy innych tak, jak my byliśmy uwikłani.

Wiersz o chłopcu może być wierszem o dziewczynce. Z ważnymi dla nas osobami wchodzimy w taką relację, w jaką byliśmy wplątani jako dzieci – zmieniamy tylko obiekt.

Ta kobieta i ten mężczyzna tego nie wiedzą, ale żyją w złości. „Nie dostają”, więc starają się wszystko kontrolować, żeby nie wyjść poza to, co znają od dziecka.

Usłyszałam kiedyś od mojej klientki:

– Jestem podnóżkiem dla mojego męża, ale nie da się tego zmienić. Robię wszystko żeby było dobrze, ale on tego nie widzi, lubię marchewkę, ale na obiad robię zawsze buraczki i jem je, żeby sprawić mu przyjemność. On mnie nie docenia .

Kiedy zapytałam ją:

– Czy może Pani dla siebie zrobić marchewkę, a dla męża buraczki?  Popatrzyła na mnie zdziwiona i odpowiedziała, że nawet nie przyszło jej to do głowy.

Ta kobieta nie chciała zezłościć partnera (przynajmniej tak myślała), bała się konfrontacji, w jej świecie to jej własna potrzeba jest przeciwna potrzebie drugiej osoby, więc jej nie realizuje.

To tylko iluzja dobrego związku, tak naprawdę jest w nim wiele ukrytej złości i lęku przed konfrontacją, przed zmianą. Stapiamy się z drugą osobą, tracąc swoją tożsamość. Tragedią takiej osoby jest to, że nie pokazuje prawdziwej twarzy, swoją odrębność traktuje jako zagrożenie.

Jaka zatem jest moja definicja prawdziwego związku?

Jestem z Tobą, ponieważ Cię kocham, ale mogłabym żyć bez Ciebie .

Prawdziwa miłość to nie zniewolenie, to zdrowa zależność.

 

Znany psychoterapeuta Fritz Perls powiedział:

Ja robię swoje, a Ty robisz swoje.

Nie jestem na tym świecie po to,

By spełniać Twoje oczekiwania .

A Ty nie jesteś na tym świecie,

By spełniać moje .

Ty jesteś Ty, a ja jestem Ja.

I jeżeli obydwoje się odnajdziemy,

To wspaniale .

Jeżeli nie to trudno

I nic nie można na to poradzić”


 

AUTORKA ARTYKUŁU:

Sylwia Żbik-Weiss – psycholog, psychoterapeuta Gestalt, inicjatorka Centrum Psychoterapii i Rozwoju Strefa Bytu w Katowicach. Ukończyła studia podyplomowe z zakresu Zarządzania Zasobami Ludzkimi oraz roczny kurs „Praca z Rodziną w Ujęciu Systemowym” we Wrocławskiej Pracowni Psychoedukacji i Terapii PLUS. Jest mamą trójki dzieci, żoną, córką, siostrą i przyjaciółką.

Kontakt:

www.strefabytu.pl

e-mail: info@strefabytu.pl

 

 

Facebook Comments

Najnowsze tematy