Niedziela wieczór, ciemne ulice miasta. Na piętnaście minut przed zamknięciem, wpadamy do marketu po coś na kolację. Wracamy do domu z podróży. Najpierw korek, potem deszcz, nie było gdzie się zatrzymać, lodówka pusta, chlebak świeci nicością. Szybko zbieramy kilka produktów, ustawiamy się w kolejce do kasy. Zamieszanie, jakaś mała reklamacja. Kasjerka wyjaśnia, wszystko OK. Przy wyjściu oburzony pan mówi do mnie: „Jak to trzeba uważać z tymi kasjerkami, bezczelna! Oszustka!”

Pytam, o co chodzi. Pani wydała dwie 50-groszówki zamiast dwóch złotówek. Pomyłka o 1 zł. Pan z szałem w oczach, wsiada do auta za kilkadziesiąt tysięcy i odjeżdża. W myślach ma pewnie świat, który trzeba sprawdzać i kontrolować, bo przecież na pewno z premedytacją nas oszuka i ograbi. Nie daj boże stracić czujność. Kręcę głową, nic nie mówię.

Można widzieć świat jako kłębowisko oszustwa i intryg. Można także uruchomić empatię i zobaczyć człowieka, który na piętnaście minut przed końcem pracy, w zimny, deszczowy dzień, w jarzeniowym świetle lamp, wydając w kółko okrągłe kulki monet, może się po ludzku pomylić.

Można. Nie trzeba.

Wróg się czai

Profesor Zimbardo, wybitny psycholog z amerykańskiego Stanforda, mówi, że chociaż uwielbia Polaków i ma do nas ogromny szacunek i sentyment, to czasem przechadzając się naszymi ulicami czuje się jak w szpitalu psychiatrycznym. Nikt się nie uśmiecha, większość jest zgarbiona i napięta. Wszyscy się śpieszą, zagadani burczą coś pod nosem, podejrzliwie przyglądają się przechodniom. Przypomina mi się mój francuski kolega, który wiele lat temu, na przystanku Warszawa Centrum, próbował się dowiedzieć, łamaną polszczyzną, jak dojechać na Stare Miasto. Opowiadał mi, że gdy podchodził do kogoś, z uśmiechem na ustach, wszyscy się od niego odsuwali. Niektórzy coś odpowiadali, ale raczej nie na temat, inni się śmiali, jeszcze inni traktowali go jakby był niewidzialny. Nawiązanie kontaktu było bardzo trudne i nie chodziło tu o barierę językową. Pamiętam jak zmieszany, pytał mnie potem: „Ale GOSZA, o co chodzi?”

To prawda, że w Polsce, w Polakach wiele się zmieniło przez ostatnie 15-20 lat. Ale ciągle mamy w sobie to smutne poczucie zagrożenia, to uwarunkowane historycznie smutactwo i podejrzenie, że wróg czai się na każdym kroku.

Jak z tym żyć? Nie da się. Trzeba zostawić, porzucić, już dość namieszano w historii. Będzie nam lepiej bez tego.

Jest dobrze

Nie musimy nic mówić, nasze nastawienie do drugiego człowieka, jak w lustrze, odbija się w nim i wraca potem do nas. Dlatego tak ważne jest, aby ćwiczyć się w patrzeniu na świat z optymizmem, z nadzieją i ze zwykłą ludzką dobrocią. To prawda, że jest wśród nas wielu zgorzkniałych i niezadowolonych. Fakty są także takie, że wielu to zwyczajni, fajni ludzie. Może nieśmiali, może zagubieni, może po prostu samotni. Mówisz, że uśmiech nic nie zmieni? Użyj uśmiechu. Mała życzliwość nie ma wielkiej mocy? Doświadcz tej życzliwości. Przekonaj się sam. Zobaczysz, jaką to robi różnicę.

O ile lżej i milej, żyłoby się nam razem, gdybyśmy praktykowali te małe gesty, ciepłe myśli, zamiast wiecznej podejrzliwości. O ile fajniejszy byłby świat, Polska, gdybyśmy umieli czasem po prostu powiedzieć : proszę, nie szkodzi, nic się nie stało, ależ nie ma za co, z przyjemnością pani/panu pomogę.

Odrobina empatii kosztuje niewiele, a zmienia wszystko. Spróbuj.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy