Czy góry należy przenosić? Czy zawsze? Czy czasami nie prościej jest je obejść?  A może przeskoczyć? Może polecieć nad górami? Czasami góra, przeszkoda wydaje się nie do przejścia i wtedy, należy ją po prostu zaakceptować. Zawsze przecież można iść inną drogą. Nasz problem z życiem, zawiera się zwykle w jednym, prostym równaniu: nie bardzo wiemy, na co w istocie mamy wpływ, a na co nie. I nie potrafimy rozróżniać jednego od drugiego.

Akceptować, nie akceptować?

Akceptacja jest wbrew pozorom bardzo ważną ludzką umiejętnością. Nie należy mylić jej z biernością i przyjmowaniem ze spuszczoną głową, tego wszystkiego, co niesie los. Wydaje nam się często, że tylko głupcy i nieudacznicy odpuszczają. Tymczasem często, prawdziwe zwycięstwo, to uznać, że tędy po prostu nie dam rady, nie da się, nie przejdę, szkoda na to mojej energii.

Są rzeczy, na które mamy wpływ, są takie, które leżą poza strefą tego, co możemy zmienić. Czy mamy wpływ na pogodę? Żadnego. Możemy tylko działać w zgodzie z tym, co jest i kształtować rzeczywistość za pomocą własnego nastawienia. Tu kryje się sekret akceptacji i tu, ukryty jest jej skarb.

Odpuścić

Zanim będziemy w stanie określić, co jest możliwe, a co nie, oznaczyć swoje strefy wpływów, musimy się dobrze rozejrzeć dookoła. Świetnie robią to dzieci: można je w tym celu poobserwować. Czy jeśli tu nacisnę, to coś się zmienia? Czy moja akcja, wywołuje reakcję?  Czy to, co otrzymuję, jest tym, o co mi chodziło? Czy idąc w tym kierunku, otrzymuję coś, co przybliża mnie do celu? Dobrze przypomnieć sobie też pana Edisona i jego 2000 porażek, w drodze do żarówki. One prowadziły go do celu. Nasze działania, polegające na przenoszeniu na siłę góry, której nie da się ruszyć, takiego celu po prostu nie mają. Jeśli coś leży poza moją strefą wpływu –  a tam znajduje się nader często także drugi człowiek, którego usiłujemy na siłę zmieniać, to walka o nasze, jest tylko wyczerpującą siły potyczką, która nigdzie nie prowadzi.

Nie można zrobić nic bardziej sensownego niż odpuścić. I żadna to klęska. Prawdziwym dramatem jest marnotrawienie życia i sił na to, co po prostu nie może się udać.

Ponad „dlaczego?”

Opór przed akceptacją, może prowadzić w ślepe zaułki. Zdarza się, że zamiast szukać rozwiązań, pytać „ jak”, skupiamy się na szukaniu przyczyn, które obiektywnie nie mają większego znaczenia. Potykamy się o „dlaczego”. Stajemy pod tą naszą metaforyczną górą i pytamy:  czemu jesteś taka wielka, czemu nie chcesz ruszyć się z miejsca, dlaczego ja mam takiego pecha, dlaczego nie mogłem trafić w inne miejsce, na inną górę, rzekę, las, człowieka? Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Jakby odpowiedź miała coś zmienić.  Stoimy tak i wygrażamy niemym skałom. Tak robią głupcy, albo Ci , którzy nie poznali jeszcze znaczenia akceptacji. Ci, którzy doświadczyli, jak ważne jest właściwe stawianie pytać i dobre wybieranie celu swoich działań, robią coś innego. Pytają „JAK?”. Te odpowiedzi są konstruktywne, sensowne i prowadzą tam, gdzie trzeba. Bywa, że wreszcie na skróty.

Przypisywana Markowi Aureliuszowi „Modlitwa, o pogodę ducha”, zaczyna się tak: Boże, użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmienić. Odwagi, abym zmieniał to, co mogę zmienić. I mądrości, abym odróżniał jedno od drugiego.

Warto to sobie powtarzać. I akceptować to, na czym co najwyżej można połamać sobie zęby.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy