28 Gru

Trzy postanowienia noworoczne, których chyba nigdy nie spełnię

Każdy tak ma. Każdy. Nawet jeśli gardzicie Sylwestrem i ten wyjątkowy wieczór spędzacie w domu, w kapciach, przed telewizorem, zajadając się podgrzaną gotową lasagne ze sklepu, robicie przynajmniej jedno noworoczne postanowienie. Postanowienie, które ma zazwyczaj nikłe szanse na spełnienie.

A przynajmniej tak jest w moim przypadku. Bo co jak co, ale jestem królem planowania i cesarzem niewywiązywania się w owych planów. Zwłaszcza, jeśli chodzi o decyzje podejmowane 31 grudnia. Ale umówmy się – po paru drinkach do głowy raczej nie przychodzą mądre pomysły.

Zobaczcie, zresztą 3 postanowienia noworoczne, których nie udało mi się do tej pory dotrzymać:

Pójdę na siłownię

Zawsze zaczyna się tak samo. Najpierw widzę w lustrze swoje odbicie, w kolejnej sekundzie obiecuję sobie, że coś z tym zrobię. To znaczy dopiero po Nowym Roku, bo wiecie, w Święta trzeba się najeść, potem Sylwester, więc nie warto zaczynać. A styczeń to dobry moment na wprowadzenie w życie tak ambitnego planu.

Kupuję ten nieszczęsny karnet na siłownię. Chodzę tam nawet trzy razy w tygodniu pocąc się nieprzyzwoicie. I nawet zarzucam niezdrowe jedzenie patrząc z nielichym zdumieniem, jak waga zaczyna pokazywać coś zbliżonego do wartości osiąganych przez istoty ludzkie.

A potem pojawia się pierwsza przerwa. Taka „dla regeneracji”. Karnet ląduje gdzieś głęboko w torbie, a ja obiecuję sobie, że wrócę do regularnych ćwiczeń. Za tydzień, za dwa, za rok.

Będę lepiej planował życie

Znów mam mnóstwo pracy, bo znów wziąłem na siebie zbyt wiele obowiązków. Światło słoneczne znam z internetu, palce układają się w odpowiednie skróty w najczęściej używanych aplikacjach, a „czas wolny” to wyrażenie niemalże tak abstrakcyjne jak np. „podróże międzygwiezdne”.

I obiecuję sobie, że zacznę wszystko planować z głową. Że znajdę czas potrzebny na zwykłe leżenie na kanapie, że odkurzę konsolę i przypomnę sobie, do jakich celów wydałem na nią tyle kasy.

Na tym się zazwyczaj kończy. Gdy już ułożę sobie mniej więcej życie, znów zaczynam otaczać się kolejnymi zleceniami, coraz bardziej i bardziej zbliżając się do momentu, w którym 24 godziny to za mało, aby ogarnąć wszystko, co wziąłem na swoje barki.

Będę wydawał mniej pieniędzy na głupoty

Postanawiam przelewać co miesiąc część wypłaty na konto oszczędnościowe. Może uda mi się odłożyć na jakieś wakacje? Albo zbiorę wystarczająco dużo środków, by ulokować je w jednym z tych przyjemnych funduszy, dzięki któremu na starość będę mógł smażyć pomarszczony tyłek na rajskich plażach otaczając się młodymi dziewczynami podającymi mi drinki?

A może zacznę inwestować w coś, co faktycznie da mi finansowe zabezpieczenie… o patrzcie, konsola! Ojejku nowa gra! Teraz może i nie mam czasu w nią grać (patrzcie punkt wyżej), ale kiedyś w końcu zacznę. Nie, nie, nie… nie będę wydawał kasy na głupoty… no to kino! Co z tego, że trzeci raz w tym tygodniu. I obiad w restauracji, bo samemu nie chce mi się jakoś tak gotować.

Nie, przestań! Kowalik, ogarnij się, masz ważniejsze wydatki… o jaka fajna koszulka! Biorę! Od razu trzy!

Noworoczne postanowienia chyba nie są dla mnie

Cóż, niektórzy rodzą się z silną wolą. Inni trenują ją latami i osiągają w tej materii prawdziwe mistrzostwo. Ja swoim zwyczajem powinienem powiedzieć, że zacznę ją ćwiczyć od Nowego Roku. A za rok napiszę kolejny post zatytułowany tym razem „Cztery postanowienia noworoczne, których chyba nigdy nie spełnię”.

Zgadniecie, co będzie tym czwartym?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy