Zastanów się przez chwilę, jak często zdarza ci się ubolewać nad swoim wyglądem... że skóra nie tak gładka i zbyt blada, że worki pod oczami, nos za na duży, że rozmiar spodni nie ten, że włosy nie tak gęste i gładkie... Jeśli zwykle żałujesz, że „ta w lustrze to niestety ty”, nic w tym dziwnego - to naturalne, że ulegasz różnym trendom. Tak, „trendom”. Bo dążenie do ideału nigdy wcześniej nie było tak modne. I destrukcyjne zarazem.

„Piękno” posiada niezliczoną ilość definicji. Jego względność jest oczywista, bo przecież – co dekada, to też inne gusta i kanony.

Weźmy po lupę na przykład nosy. Dzisiaj, te długie albo szerokie przy pomocy chirurga najchętniej zmieniamy w małe i delikatne, podczas gdy starożytnym Egipcie, takie posunięcie byłoby zupełnie niekorzystne – tam, to właśnie długi nos był jednym z najbardziej pożądanych atrybutów. Podobnie, pod skalpel chętnie idą także panie, którym przeszkadza zbyt mały biust, w antycznym Rzymie natomiast, powiększając małe, kształtne piersi nie mogłybyśmy uczynić sobie większej krzywdy. I można by tak wymieniać i wymieniać w bez końca. Spójrzmy chociażby na słynne wizerunki kobiet w malarstwie – renesansowa Mona Lisa Leonarda da Vinci, krągłe kobiety Rubensa czy chociażby portrety uważanej za piękność swych czasów Marii Antoniny – nijak mają się do współczesnych kanonów piękna.

Chyba zbędne byłoby rysowanie tutaj portretu „typu idealnego” współczesnej kobiety – wystarczy przeanalizować kilka przypadkowych reklam telewizyjnych, przyjrzeć się bilbordom czy plakatom albo zajrzeć na Instagram.
Niestety bombardowane zewsząd jednakowymi obrazami, nie pamiętamy, że ów typ idealny to z reguły fikcja. Jesteśmy ambitne i lubimy osiągać cele, zatem rozpoczynamy swoją syzyfową walkę o bycie doskonałą i choć podejrzewamy, że to trochę złudne, umysł stale atakowany konkretnymi treściami, trudno nagle przesterować na tryb niestandardowy pt. „jestem wartościowa i nie muszę za niczym gonić”. Stawiamy sobie poprzeczkę coraz wyżej i wyżej, stale porównujemy się do wyretuszowanych sylwetek pań z reklam czy fotografii i w efekcie poczucie naszej wartości drastycznie spada. Jesteśmy przecież obiektywne i doskonale zauważamy wszystkie te „różnice”, które za wszelką cenę pragniemy wyeliminować.

Jasne, świetny wygląd poprawia samopoczucie, podnosi samoocenę i daje satysfakcję rozważmy jednak, czy aby na pewno jest on jednym z naszych głównych życiowych celów?

Choć to odrobinę abstrakcyjne, zastanówmy się jak chciałybyśmy być zapamiętane po śmierci, a raczej usłyszenie jakich słów (pośmiertnie) sprawiłoby nam radość. Czy skupiałybyśmy się się na tym, czy nasi bliscy podkreślają niezwykłość i perfekcyjność naszej urody, czy może większą satysfakcję czułybyśmy słysząc, że byłyśmy silne, radosne, życzliwe, pomocne…?

Ponadto, warto uzmysłowić sobie, że wszystkie te działania mające na celu poprawę naszego wyglądu łączy jedna potrzeba – chęć podniesienia własnej samooceny i poprawy nastroju. Zamiast więc z uporem maniaka poprawiać wygląd, może warto najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie, co tak naprawdę sprawia, że czujemy się niedowartościowane. Bardzo często bowiem, nasze kompleksy dotyczące wyglądu mają swoje źródło zupełnie gdzieś indziej. Głębiej. Być może są tylko zasłoną dla prawdziwych problemów?

Chcąc odpowiedzieć na to pytanie powinnaś otworzyć się się przed samą sobą, wnikliwie się sobie przyjrzeć. Taka chwila refleksji, ale też rozmowa z kimś bliskim może być się początkiem nowego etapu w Twoim życiu. Tego właściwego, w którym największą gwiazdą jesteś Ty!

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy