27 Lip

Warto mieć marzenia, niektóre nawet się spełniają

Gdy byłem mały, chciałem zostać policjantem. Inspirowany serialami typu "Miami Vice" i "True Blue" marzyłem o szybkich samochodach, strzelaninach oraz łapaniu bandytów na gorącym uczynku. Pod wpływem "Jurassic Park" później postanowiłem zostać paleontologiem śniąc o odkrywaniu głęboko zakopanych kości największych dinozaurów. A potem dorosłem.

Choć marzenia wciąż wypełniały moją głowę niejako kształtując decyzje podejmowane w trakcie życia.

Gdy ogarnąłem się na tyle, aby zupełnie wyjść z romantycznego, serialowego wizerunku gliniarza oraz gdy okazało się, że jestem cienki z biologii, postanowiłem zająć się komputerami. W tamtych czasach akurat rodzice kupili pierwszego peceta i chęć poznania zasad jego działania sprawiła, że zatopiłem się na dobre w technologicznych aspektach. Marzyłem nawet przez pewien czas, że zostanę programistą, takim zajmującym się tworzeniem nowoczesnych i pełnych akcji gier. Okazało się jednak, że w tym przypadku potrzebna mi była dobra znajomość matematyki.

Niestety, przedmiot ten w moim przypadku prowadził z biologią stałą wojnę o ostatnie miejsce w tabeli umiejętności.

Postanowiłem więc zostać sławnym pisarzem. Stworzyłem kilka infantylnych opowiadań, po czym skasowałem je z dysku. Napisałem parę następnych, ale i one podzieliły los swoich swoich poprzedników. Z kolejną partią było podobnie. Z następną i jeszcze jedną również.

Nie pamiętam dziś, ile ostatecznie tekstów napisałem, nim postanowiłem podzielić się pierwszym z szerszą publicznością. Oceniam je na co najmniej kilkaset. Krótszych, dłuższych, beznadziejnych i całkiem niezłych. Wszystkie one w prostej linii doprowadziły mnie jednak w to miejsce, w którym jestem teraz.

Chciałem być sławnym pisarzem, poniekąd się nim stałem. Może nie w takiej skali, w której planowałem na początku, ale powiedzmy sobie szczerze – mam jeszcze mnóstwo czasu, żeby wspiąć się wyżej. Może jeszcze nie wydałem żadnej własnej powieści, ale moje nazwisko miało już przyjemność dzielić księgarskie półki ze znacznie bardziej znanymi autorami.

Dziś jestem blogerem. To taki nowy, fajny typ pisarstwa. Oscylująca raczej wokół krótkich form (czasami nawet fabularyzowanych). Mam swoich czytelników. Nie tylko na autorskim blogu, ale również tutaj. Zresztą, jeśli właśnie czytasz te słowa, jesteś jednym z nich – moje gratulacje!

Rozwijam się, docieram do coraz większej ilości osób. Buduję swoją markę, która w pewnym momencie – mam taką nadzieję – przyniesie mi konkretne korzyści.

Dlaczego o tym piszę? Aby pokazać, że fajnie jest mieć marzenia. Oraz, że niektóre z nich, przy odrobinie dobrej woli i wysiłku, jesteśmy w stanie spełnić. Ale nie musicie patrzeć akurat na mój przykład.

Popatrzcie na sportowca, który zdobywa olimpijskie złoto po latach treningów. Popatrzcie na człowieka spoglądającego na świat ze szczytu Mount Everest. Rzućcie okiem na świeżo upieczonego studenta, który dostał się na wymarzony kierunek, albo kogoś, kto zaraz odbierze z salonu swoje nowe auto.

Marzenia są po to, żeby je spełniać. Marzenia są po to, aby je przede wszystkim mieć. Zarówno te mniej, jak i bardziej realne. Te zwyczajne, oraz zupełnie odjechane. I jeśli wydaje się Wam, że piszę o samych oczywistościach, to przyjmijcie moje szczere wyrazy uznania – jeszcze nie straciliście zmysłu marzyciela.

W przeciwieństwie do wielu tych, którzy utknęli w pułapce rzeczywistości wybiegając myślami co najwyżej ku kolejnemu szaremu dniu.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy