Jest taki serial, nazywa się "Revolution". Niewiele więcej Wam o nim powiem, bo przedarłem się jedynie przez może trzy pierwsze odcinki i porzuciłem oglądanie na dobre. Ale ogólny zarys fabularny przedstawia taką oto historię: pewnego dnia na całym świecie nagle znika elektryczność.

Straszna wizja, co nie? Żyć się bez Facebooka, ulubionych piosenek zapisanych w postaci empetrójek, samochodu, mikrofalówki. Bez prostych rzeczy, których używamy na co dzień, a bez których raczej trudno byłoby nam wyobrazić sobie egzystowanie.

Koszmar? Z pewnością dla wielu z Was. Dla mnie na pewno.

Może i urodziłem się w latach 80-tych, gdy w telewizji królowały dwa kanały, a na własny numer telefonu czekało się latami, ale i na mnie nowoczesność podziałała niczym najlepszy narkotyk. Wciągnąłem ją nosem, wypełniłem nią płuca. Stamtąd przeniknęła do żył, by wraz z krwią dotrzeć do każdej komórki mojego ciała. I została na dobre. W smartfonie, po który sięgam każdego dnia zaraz po przebudzeniu. W tablecie towarzyszącym mi podczas śniadania. W komputerze używanym przez resztę dnia.

Nowoczesność zawładnęła mną na tyle, że czasami wyczuwam w sobie pewne lekkie stany niepokoju, gdy jestem poza zasięgiem, bateria w telefonie niebezpiecznie zbliża się do rozładowania, albo nie mogę namierzyć komórki w zasięgu wzorku. Założę się od dobrą whisky, że wielu z Was również tak czasami ma. Nawet jeśli nie chcecie się do tego przyznać choćby przed sobą.

Wsiąknęliśmy w cyfrowe życie na dobre. Otoczyliśmy się ulepszeniami i podporządkowaliśmy im całe jestestwo. I gdyby wszystko to nagle przestało działać, poczulibyśmy się jak te biedne różowe króliczki z reklamy, do których włożono nieodpowiedniej marki baterie.

Niby próbujemy z tym walczyć. Choćby korzystając z popularności weekendowych wyjazdów za miasto, gdy zabieramy rodzinę, znajomych, psa i ruszamy ku przygodzie. Gdzieś, gdzie jest zielono, spokojnie, gdzie można choć przez chwilę odpocząć od miejskiego zgiełku. Nacieszyć się zielonością, odetchnąć powietrzem zamiast wybuchowym koktajlem azotu, tlenu i smogu. Ale tylko pod warunkiem, że znajdziemy się w zasięgu sieci komórkowej. Na LTE poza miastami nie ma jeszcze co liczyć, ale może chociaż marny EDGE? Tylko odrobina, żeby starczyło na aktualizację Fejsa. Zdjęcie stóp rozwalonych na leżaku, w tle intensywna zieleń terenów wybitnie pozamiejskich. Jeszcze tylko podpis: „Odpoczywamy. Z dala od cywilizacji”. I kilka hashtagów dla wzmocnienia przekazu: #urlop #weekend #wypoczynek #relaks #lajf.

Nie ma się co oszukiwać. Wypoczywanie bez technologii jest niezwykle trudne. Widzę to zresztą po sobie. Kiedyś potrafiłem wybyć w Polskę na ponad dwa tygodnie z jedną używaną sporadycznie kartą telefoniczną. Teraz nie ruszam się nigdzie bez telefonu. Nawet jeśli nie łapie nigdzie zasięgu (w takiej sytuacji tłumaczę to brakiem zegarka – proste).

Bycie w stu procentach offline to zadanie, któremu dziś przez dłuższy czas sprostać mogą wyłącznie nieliczni. W krótkich zrywach udaje się to prawie każdemu. Nawet mi, gdy mimo początkowych niepokojów jestem w stanie na wiele godzin odseparować się od mojego telefonu.

Warto bowiem czasem po prostu odłączyć się od świata. Na parę chwil, parę godzin, parę (wersja dla prawdziwych hardkorów) dni. Warto zobaczyć, co dzieje się poza oknem wyznaczanym przez ramy monitora, zachwycić się pięknem przyrody, towarzystwem, pogodą, książką. Czymkolwiek, co nie jest zapisane w systemie binarnym.

Może to dobra okazja, aby nauczyć się robić coś analogowo? Nigdy nie wiadomo, czy tak radośnie zapowiadane w filmach i serialach kataklizmy nie będą miały faktycznie miejsca. Jeśli bowiem obudzimy się kiedyś w rzeczywistości bohaterów „Revolution”, może to być naprawdę ciężka pobudka. Dlatego na wszelki wypadek zajmę się hodowlą gołębi pocztowych. W razie najgorszego, nową rzeczywistość powitam w roli postapokaliptycznego operatora sieci telefonicznej. Z możliwością wysyłania jedynie smsów. Papierowych. O czasie dostarczenia liczonym co prawda w dniach lotu, ale za to z wbudowaną funkcją „Odpowiedz”.

Ktoś już sobie życzy abonamencik w promocji? Tak na wszelki wypadek?

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy