Przeglądam się w lustrze i widzę co najmniej 10 kilogramów, które można by było stracić. Nie dla dziewczyny (której będę się bardziej podobał), nie dla kumpli (którzy padną z zazdrości, jak zobaczą u mnie płaski brzuch), nawet nie dla mamy (żeby mogła się chwalić, jakiego to przystojnego kawalera wychowała). Robię to dla siebie. Podobnie jak i wiele innych rzeczy.

Ok, każdy kto czytał mój poprzedni tekst wie, że raczej szanse na pojawienie się na siłowni tuż po Nowym Roku mam dość marne. Ale nie oznacza to, że nie chcę stopić nadmiarowego sadła. Oczywiście, że chcę, tylko nie mam zamiaru robić tego dla innych.

Nie wiem, czy to tylko moje spaczone spojrzenie, ale zauważam, że wiele osób robi coś, aby sprawić przyjemność innym. Lub docisnąć im śrubę zazdrości. Będę nosił ten okropny świąteczny sweterek, żeby babci nie zrobiło się przykro. Pobiegnę w maratonie, żeby zaimponować lasce, która i tak nie zwraca na mnie uwagi. Wezmę kredyt i kupię taką furę, że sąsiadowi z zazdrości choinka pogubi igły jeszcze przed świętem Trzech Króli.

Wszystko, co robimy, robimy dla innych

Albo robimy, żeby innym zaimponować. Pokazać im swoja klasę, albo kasę. A czasami brak tego pierwszego i nadmiar drugiego. Łazimy na tę nieszczęsną siłownię (aleś się jej chłopie uczepił), żeby pokazać ludziom wokół, że mamy najnowszy model iPhone’a/drogie ciuchy modnej marki/albo potrafimy wyrzeźbić taki brzuszek, jak panowie z okładek magazynów lifestyle’owych.

Wydajemy pieniądze na egzotyczne wycieczki. „To ja na słoniu, a wy pewnie znów wpieprzacie nudle z wrzątkiem na polu namiotowym gdzieś pod Mielnem” – zdają się krzyczeć fotki publikowane na Facebooku.

Kupujemy nieprzyzwoicie drogie rzeczy z nieprzyzwoicie dużym Logo Znanej I Cenionej Marki, Za Którą Trzeba Zapłacić Mnóstwo Kasiory. Aby inni mogli zobaczyć, jak bardzo napakowani jesteśmy znajomością modowych trendów, dobrym stylem i obyciem w nowoczesnym świecie.

Wszystko co robię, robię dla siebie

Kiedy już pójdę na siłownię (a pójdę, Bóg mi świadkiem!), zrobię to nie dlatego, że chcę wylądować na okładce magazynu. Pójdę tam i będę przerzucał ciężary w niemodnej, spranej koszulce żeby poczuć się lepiej. Mieć więcej energii i po prostu zacząć zdrowiej żyć.

Gdy palcem po mapie będę szukał destynacji wakacyjnej, wybiorę takie miejsce, które może nauczyć mnie czegoś nowego, lub pozostawi niesamowite wrażenia z pobytu. I z pewnością nie będzie to nic modnego, ani tym bardziej na tyle niemodnego, że staje się „hipsterskie”.

Gdy pójdę do sklepu, wybiorę dokładnie te ciuchy, w jakich będę czuł się dobrze, a które nie będą kłóciły się z moim własnym, wyrobionym przez całe lata stylem. A jeśli Logo Znanej I Cenionej Marki… (i tak dalej) będzie ledwie widoczne – tym lepiej dla mnie.

Nie kupię sobie również samochodu, żeby zakłuć w oczy sąsiada. Już prędzej wezmę model ekonomiczny, wygodny. Mieszczący się na parkingu, pojemny na tyle, aby pomieścić bagaże moje i osób, które wraz ze mną będą z niego korzystały.

Życie jest za krótkie, żeby robić coś w taki sposób, aby podobało się to innym. Powiem Wam coś w sekrecie – i tak nie będą zadowoleni. Znacznie lepiej jest po prostu przestać przejmować się tym, co myśli reszta. I zacząć naprawdę żyć dla siebie.

Jeśli się nie mylę, to chyba jedna z możliwych dróg prowadzących do szczęścia.

Facebook Comments

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Najnowsze tematy